Ćwiczenia na ładny brzuch

Podobne podstrony
 
Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: Ćwiczenia na ładny brzuch




Temat: 9miesięcy,nie siada
Witaj,

mój synek ma w tej chwili 14 miesięcy i sam siada z czworaków, ale
sam do pozycji czworaczej nie wstaje. Ja muszę go do niej
sprowadzić. Jak już sam usiądzie to siedzi bardzo pewnie. Jak miał 9
miesięcy też nie siedział tylko przewracał się z pleców na brzuszek.
W drugą stronę zaczął się przewracać jak miał chyba z 11 miesięcy. W
tej chwili pełza w kółko i trochę do tyłu. Uwielbia chodzić za
rączki ale jak już puszczę jedną rączkę to sztywnieje. Przy kanapie
bardzo ładnie sam stoi ale już nie porusza się przy niej tak jakby
się czegoś bał. Od 6 miesiąca życia rehabilitowany. Najpierw przez 6
tygodni Vojta a później i do teraz NDT Bobath 2-3 razy w tygodniu.
Czasami żałuję, że zrezygnowałam z Vojty bo nachodzą mnie myśli, że
gdybym przy tamtej metodzie została to może synek chodziłby już
normalnie. Ale w sumie nie to jest najważniejsze. Liczy się też
rozwój emocjonalny, który przy metodzie Vojty może być różny ze
względu na brutalność tych ćwiczeń. Są dzieci, które Vojtę znoszą
bardzo dobrze. Tzn. płaczą jak wszystkie na ćwiczeniach ale zaraz po
ich zakończeniu uspokajają się i są pogodne. W przypadku mojego
synka to była tragedia bo wpadał w straszną histerię. Darł się,
czerwieniał, dostawał bezdechów i tak aż do zaśnięcia ze zmęczenia.
Nie potrafiłam tego znieść. Przy NDT Bobath też płakał na początku
ale po jakichś trzech tygodniach już było OK.
Ze względu na opóźnienie mojego dziecka strasznie wariowałam ale
teraz już wyluzowałam. Na wszystko przyjdzie czas. Nie
zaprzestaliśmy rehabilitacji ale nie czekam na te efekty z jakąś
taką straszną nadzieją. Będzie co będzie. Trzeba się cieszyć z
postępów nawet jak są niewielkie. Ważne, że w ogóle są.
Gdybyś chciała pogadać na priva podaję ci mój numer GG 1956896 lub
pisz na bucia34@gazeta.pl. Fajnie czasem pogadać z ludźmi, którzy
mają podobne problemy, a nie dołować się patrząc na inne dzieci,
które w tym czasie robią dużo więcaj niż nasze pociechy.
Pozdrawiam
Aga





Temat: Piekne polskie dziewczyny
Gość portalu: Tomek/USA napisał(a):

> Przejrzalem wasze uwagi na temat urody Polek. Jest tu duzo prawdy- nie ma
> ladniejszych, efektowniejszych kobiet w zadnym innym kraju.
> Co jest jednak ciekawe , w Polsce nie ma zwyczaju pielegnowania urody,
> szczegolnie po tym jak kobieta zaklada rodzine i rodzi jakies potomstwo, tyje
> co najmniej 15 kilogramow, momi ze dziecko wazy tylko 4-5 kg, reszta idzie w
> brzuch i uda itp. a pozniej sie nie przejmuje i udale mame i zone ktora nie
> musi juz o siebie dbac, bo jest taka zapracowana.
> I tutaj Polki sa przescigane przez inne nacje.
> W krajach gdzie kobuety wygladaja jak ropuchy, przede wszystkim - Anglia- w
raz
>
> ze starzeniem kobiety nabieraja troche starczego wdzieku- szkoda ze dochodzi
do
>
> tego w wieku 70-80 lat. I tutaj wygladaja bardziej zadbane niz Polki, Czeszki
> czy Wegierki.
> POLKI- POZDROWIENIA ZZZA OCEANU- JESTESCIE SUPER, ALE NIE PRZESTAWAJCIE DBAC
O
> SIEBIE.
>
> BYE
> TOMEK
Tomku drogi!
Jako osoba niezamężna nie byłam gruba. Po 19 latach od zmiany stanu cywilnego
i urodzeniu 3 tłustych dzieci ważę 6 kg mniej.
Jasne, że dbam o siebie, ale ta "dbałość" polega głównie na niedbaniu o to, co
chciałabym zjeść / a nie stać mnie finansowo/ i codziennych /a raczej
nocnych / ćwiczeniach. Robię to głównie dlatego, że mam bardzo ładne ubrania i
nie miałabym możliwości nabywać takich samych w coraz większych rozmiarach.
Myślę, że ze swoim zadbanym ciałem i fryzurą czułabym się tak samo nieźle ważąc
nawet 10-15 kg więcej. Najważniejsze, żeby człowiek czuł się dobrze sam ze
swoim wnętrzem - co do innych - wystarczy, aby nie raził ich poczucia estetyki.

PS. Też jestem bardzo zapracowana. Oprócz odpowiedzialnej pracy zawodowej sama
zajmuję się domem i potomstwem. Mąż zmienił gust i teraz lubi panie typu "szafa
trzydrzwiowa z lustrem", nadgryziona zresztą zębem czasu.I niedoczyszczona.
Sam w tym amerykańskim raju dorobił się gigantycznego brzucha i stylu typu
łazęga /nie z biedy/.
Na lotnisku dziecko poznało go po głosie.
Pozdrawiam





Temat: Dieta odchudzająca w ciąży???
Witaj!
Jestem "na końcówce" bo od dziś 39 tydzień i jak do tej pory cos ok 15 kg (z
czego ostatnie 4 w przeciagu miesiąca - i tu podejrzenie o zatrucie ciązowe....
na szczęście nie jest źle )Przyrost wagi to rzecz indywidualna u każdej
kobiety... Jedne tyja od poczatku (tak było ze mną-nie wymiotowałam i każdego
miesiąca kg lub 1,5 przybywało mi na wadze) inne chudną gwałtownie (nawet o 3-4
kg) w pierwszych miesiącach... Wiem że cięzko pogodzic się z fałdkami tu i
ówdzie z obfitymi posladkami i rosnacym brzuchem... ale takie są "uroki"
ciąży... Nie możesz przestać jeść i przejść na diete odchudzająca bo w tym
stanie robić tego nie wolno! Jedyne czego możesz spróbować to (oczywiście po
konsultacji z lekarzem!) ćwiczenia dla ciężarnych lub... basen(ponoć czyni cuda
i dobrze wpływa również na kręgosłup i stawy!)... Ja mimo tych kilogramów nie
czuję sie gruba bo jakoś tak gdzieś (nie wiem gdzie nawet) to wsiakło gdy
brzuch zaczął rosnąć... i tylko wskazówka na wadze tkwi uporczywie w poblizu 80-
tki a brzuchol mam zadarty i taaaaaaki do przodu wiec mysle że tu
się "schowały" moje kilogramy ! Poczekaj cierpliwie może gdy u Ciebie zacznie
gwałtownie rosnąć i być widoczny "z dnia na dzień", "wyssie" z Ciebie te
kragłości (tak było ze mną -choc powtarzam to indywidualna sprawa każdego
organizmu!)a do tego czasu spacery,owoce,warzywa i optymistyczne spojrzenie na
siebie w lustro...(na bladość ciemniejszy podkład lub odrobina samoopalacza
nie zaszkodzą a Tobie poprawia humor!)! Mam nadzieje że choć troche Ci lżej;-
)?! Jeszcze góra naście tygodni i "weźmiesz się za siebie" !(albo maluch Twój
to zrobi hehe)
Trzymaj się ciepło i odżywiaj zdrowo nie "za dwóch" a "dla dwojga"!
POWODZENIA!
Becia i 39 tygodniowy 100%chłopak albo...ładna dziewczyna !



Temat: jak sobie poradzic ze mna???
jak sobie poradzic ze mna???
Witam wszystkich!!!
Mam 19 lat i duze problemy z jedzeniem.Nie wiem za bardzo od czego zaczac.
Moj problem jest bardziej zlozony niz mi sie wydawalo na samym
poczatku.Czytajac posty na tym forum zrozumialam jednak,ze wiele spraw,ktore
ja uwazalam za niewazne,wiele problemo,ktore mysalalam ze sa tylko moimi
problemami i tylko sama moge a raczej musze je rozwiazac,to rowniez problemy
moujej rodziny.
Moj problem zaczal sie jak mialam gdzies 12 lat i wtedy pierwszy raz zaczelam
sie odchudzac.Od tamtej pory nie pamietam czasow ,zebym sie nie odchudzala
lub miala zamiar wlasnie przejsc na diete.Gdy mailam 15 lat przebylam ciezka
operacje kregoslupa i wtedy tez zaczelam restrykcyjan diete .To byl poczatek
anoreksjii.Mialam ja okolo 2 lata pozniej przerodzilo sie to w kompulsywne
jedzenie.Teraz walcze z bulimia a raczej jej poczatkami(wymiotuje raz na 2-3
dni).Caly czas jednak zdarzaja mi sie "rzuty"kompulsywne ,zwlaszcza wieczorem
jak wszyscy w domu juz spia i wiem ze nikt mnie nie przylapie.Myszkuje po
wszystkich szafkach w poszukiwaniu czegokolwiek.Probuje tez te strary
jedzeniow ukryc by nikt sie nie zorientowal.Boje sie jednak ze rujnuje swoj
organizm.
Nie wiem juz co mam robiic.do rodzicow niemoge sie zwrocic bo uwazaja ze z
tym nalezy sobie radzic samemu tylko by na mnie krzyczeli a i tak mnie z
jedzeniem teraz bardzo pilnuja.
nigdy nie bylam gruba nie mialam tez nadwagi.byl czas ze wygladalam gorzej z
powodu nadmiaru walkow na brzuchu itp.teraz cwicze 6 razy w tygodniu na
ostrym aerobicu ale caly czas sie boje ze przytyje.od tego aerobicu sie tez
troche juz uzaleznilam.
nie lubie gdy ktos moiw mi ze ladnie wygladam nie lubie gdy rodzina
mow"ladnie wygladasz teraz utrzymaj to bo kiedys to bylo...".
na forum przeczytalam ze jedzeniem czlowiek zastepuje sobie brak
bliskosci.moze i to jest prawda bo ja nie mam i nie mialam chlopaka.nie wiem
wlasciwie dlaczego caly czas wydaje mi sie ze ze mna jet cos nie tak.ze
jestem za gruba za niska nie mam dlugich blond wlosow,duzych oczu itp.
z drugiej strony wiem tez ze dbam o soebie i brzydka nie jestem.caly czas
jednak mysle ze jeszcze na nikogo nie zasluguje.chcialabym bardzo miec kogos
blis,iego ...juz mnie to wszytsko przytlacza...
co mam robic poradzcie mi bo juz jest mi tak ciewzko...wiem wiem ze nie mam
na co narzekac mam co jesc w co sie ubrac...ale i tak nie potrafie byc
szczesliwa,moj nastroj uzalezniony jest tylko i wyl;acznie od mojego
wygladu....HELP czasami czuje sie taka powieszchowna
pozdrawiam wszytskich!!!



Temat: Wzmożone napięcie mięśniowe -objawy-POMOCY!!!!
Wzmożone napięcie mięśniowe -objawy-POMOCY!!!!
Moja (teraz 2,5miesięczna)córka odkąd skończyla 14 dni jest bardzo niespokojna. W dzień śpi najwyżej 2 godziny "w dawkach podzielonych". Usypianie to istny koszmar.Trzeba ją bujać zamaszyście w foteliku samochodowym i nie przestawać bo zaraz się budzi. Lekarka z rejonu przepisywała nam coraz to nowsze syropki na kolkę które nic nie pomagały. Córka pręży się stasznie stęka i jęczy. Karmienie jej to koszmar bo wierci się puszcza pierś i popłakuje, a potem zachowuje się jakby nie mogła jej uchwycić. W nocy natomiast śpi dość ładnie (najpierw trzeba 2 godziny usypiać)i budzi się ze 2 razy na cyca. Choć zdarzają się noce że nie śpi np od 2 do 5, ale to sporadycznie. Najfajniej jest rano po przebudzeniu. Córa jest wtedy odprężona i zrelaksowana. Gaworzy i zaczepia. Skupia wzrok na zabawkach, wodzi za nimi i się śmieje. Tak jest aż się zmęczy bo wtedy znów się zaczyna. Dziś byłam u 3 lekarza prywatnie. Bardzo polecana pani doktor(prywatna) stwierdziła że mała ma coś z napięciem mięśniowym. Leży niespokojnie machając wyprostowanymi rączkami. Połozona na brzuchu podnosi głowe ale ręce rozrzuca na boki i też nimi macha. Przy leżeniu na brzuchu unosi także pupę do góry.Kiedy ułozy się jej ręce tak żeby się opierała na przedramionach przewraca się w lewo. Mam skierowanie na rechabilitację, a pan doktor pokazała nam kilka ćwiczeń które mam powtarzać 5 razy dziennie. Dodam że córka miała zrobiony posiew moczu - wyszedł jałowy. Miała też późną żółtaczkę ( w 5 tyg wynik 7) W ciązy miałam skurcze od 8 miesiąca, a w czasie porodu małej zanikało tentno i była 2 razy okręcona pępowiną ale dostała 10pkt. Zosia pięknie przybiera na wadze (w chwili urodzenia 3550g,przy wypisie 3400g a teraz 6060g). Powiem szczerze że ucieszyłam się że coś znaleziono bo do tej pory czułam się bezsilna, a teraz wiem że będę mogła jej pomóc. Jednak moja koleżanka(jej mama jest rechabilitantką) powiedziała że takie objawy (niepokój, prężenie, brak snu)to nie z winy napięcia mięśniowego i powinnam ją diagnozować w kierunku refluksu (córka nie ulewa ani nie wymiotuje). Miałam nadzieję że to będzie koniec poszukiwań i skrupulatna rechabilitacja przyniesie dziecku ulgę a teraz znów niepewność...



Temat: szukam mam, których dzieci przeszły WNM
Mam również problem ze WNM.Synek skończył właśnie 4 miesiące.Po powrocie ze
szpitala zauważyliśmy że cały czas przekręca główkę w prawo.Na usg bioderek
lekarz stwierdził że cały wygina się w literę c, nie trzyma główki i ma
obniżone napięcie mięśniowe.Zlecił instruktarz- zajęcie odbyły
dwukrotnie.Nauczyliśmy się wówczas jak prawidłowo nosić małego, przewijać
itd.Generalnie dużo uładać na brzuchu.Po tygodniu instruktorka stwierdziła
znaczną poprawę. Szymon bardzo ładnie trzymał głowę i generalnie było
ok,asymetria też się zmniejszyła.Poszliśmy ponownie do lekarza który nie zlecał
już kolejnych zajęć tylko wizytę kotrolną za następne 3 tygodnie.Pojawiliśmy
się ponownie u lekarza a ten stwierdził tym razem że asymetri już nie ma już w
ogóle za to teraz mały ma WZM.Wywinął przy nim pare mostków z klasycznymi
odgięciami głowy do tyłu.Szymon nie uleży spokojnie-cały czas wierci się kręci,
macha nogami i rączkami.Od samego początku nie był spokojnym dzieckiem ale
teraz mam wrażenie że z miesiąca na miesiąc jest gorzej.Chwilę leży i za moment
stęk, płacze.Trzeba co chwile zmieniać mu pozycje.Najlepiej i najspokojniej
czuje się jak go nosimy, ale ileż można go nosić.Codziennie przyjeżdza do mnie
teściowa na zmianę z moim tatą bo sama nie daję rady z małym.Już Nie wiem czy
to WNM czy przyzwyczajenie do noszenia.Po całym dniu jestem wykończona ja i moi
pomocnicy.Teraz znów chodzimy na instruktarz, w tamtem czw instruktorka
stiwerdziła że ma napięcia i najlepsze dla niego byłyby zajęcia a nie
instruktarz.W ten czw idziemy do niej ponownie.Staram się z nim ćwiczyć w domu
ale nie jest łatwo.Muszę wyczekać naprawdę dobry moment-kiedy ma humorek,
najlepiej niedługo po jedzeniu.Bo jak zaczyna marudzić to nici z
ćwiczeń.Codziennie masuję go, ale za tym mały też nie przepada.Może on ma po
prostu taki temperament.Znajomi którzy mają dziecko twierdzą że przesadzamy z
mężem i niepotrzebnie latamy po lekarzach, a mały po prostu taki ma charakterek
i że go rozpuściliśmy.



Temat: Czy tak jest dobrze?
Dzięki za odpowiedź:)
Idzie 3 tydzień, mam 2 kilo mniej, to chyba działa:)
Co do wstawania rano to jestem typem skowronka, wczesnie wstaje codziennie,
nawet w niedzielę, pływam na czczo, czy pływanie to trening aerobowy?
Później jadę do pracy na 8 i zjadam tam lekkie śniadanie, płatki z jogurtem,
staram sie nie dopuszczać do uczucia głodu, bo chyba nie o to chodzi by sie
głodzić?
Pytania dalsze, jak ma wyglądać rogrzewka? moze to być 10 minut na rowerku? i
czy trening aeorobowy powinien być 50 minut non stop na jednym urządzeniu czy
mogę zmieniać np. 25 minut rowerek i 25 minut bieżni? czy korzystniej w jeden
dzień 50 minut na rowerku a na następnym treningu 50 na bieżni?
Co do przetrenowania, to jak na prawie 30 lat mam niebywałą kondycję:))
10 lat temu trenowałam judo przez ladnych kilka lat, poźniej nie było czasu,
ale kondycja została.
Jeszcze jedno , w klubie w ktorym trenuję jest cos takiego jak szybki trening
dla ludzi mających mało czasu tzw.Expressway jest to"krótka, siłowa i
wytrzymałościowa sesja treningowa, zasady są takie: 10 ćwiczeń zaczynając od
dolnej partii ciała przez mięsnie pleców, obręcz klatki piersiowej i
barków,biceps,triceps, konczy sie na mięśniach brzucha i grzbietu. ćwiczenia 2-
3 razy w tygodniu, intuicja podpowiada mi że to chyba nie jest trening na
wysmuklenie, wymodelowanie sylwetki i obawiam sie nabrać masy mięśniowej? czy
mam rację? instruktor mówi, że nic mi się nie stanie, ale mam wątpliwości.
Jeśli byś coś wiedział na ten temat to proszę o odp.
Dziś o 16. trening:)))juz sie nie mogę doczekać, po raz pierwszy decyduje sie
na tzw. spinning 45 minut, poźniej rozciaganie na piłce. Zakończę sauną.
Jutro basen na 6 rano, a po basenie tzw. stretch yoga? czy jak pozmieniam
trochę urozmaicę o yogę ,spinning to będzie źle? mam ochotę spróbować czegos
innego bieżnia i trochę siłowych? obawiam sie tylko tych 25 minut expresway?
Pozdrawiam serdecznie i będę chwalić się na bieżąco swoimi osiągnięciami(jeśli
będą)




Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
:-)))
Hej!
No własnie nowe jedzonko u nas okazało sie wielkim problemem. Po ostatniej
sobocie, kiedy Amanda znowu przegłodziła sie 6 godzin czekajac na mame
postanowiłam, że dość – zaczynamy jeść inne rzeczy niz mleczko. Wybór padł na
kaszkę, bo to podobno najłagodniejsze przejście z mleka. I co? – fatalnie. Po
pierwsze kaszka kukurydziana przyrządzona wg przepisu z opakowania
beznadziejnie rzadka i rozwarstwiona (czy wasze tez tak mają?). Po drugie
łyżeczka i butelka są ok. ale... do zabawy, więc po pierwszej łyżce kaszki
wszystko wyplute i zacisnięte wargi. Dzisiaj zrobiłam kaszkę mleczno-ryzową,
ma lepszą konsystencję i jakiś smak – poszły 3 łyżeczki, może będzie lepiej.
Od poniedziałku spróbuję włączyć marchewkę, potem jabłuszko i soczek.
Zobaczymy.
Oj jak zazdroszczę Wam wyjść na basen! są napewno świetne. Też by chciała
zobaczyć jak Malutka radzi sobie w wodzie.
Kasia ale jesteś dzielna, ze wytrwałaś w swoim postanowieniu niezaglądania na
forum. Ja nie mam tyle silnej woli. Pracuję, pracuję, a jak juz postanawiam
iśc spać to zawsze jakoś tak mnie ciągnie do tej jednej ikonki i wchodzę na
edziecko i czytam i piszę i dopiero po tym ide spać... A przez Twój długaśny
post przebrnęłam z przyjemnością
Amanda znowu dziś dwa razy przekręciła się z plecków na brzuszek, odwrotnie
nic. Bylismy wczoraj u lekarza rehabilitacji i stwierdził, że Mała rozwija się
bardzo dobrze, a to lekkie odginanie jednej rączki jest nieznaczne. Z
przewrotkami jej zdaniem ma czas, a pochwaliła Małą za balansowanie ciałkiem
podczas siedzenia. Powiedziała, że bardzo ładnie szuka równowagi i często
dzieci o miesiąc starsze tego nie potrafią. Dostalismy skierowanie na
instruktaż ćwiczeń, bo przychodzić na rehabilitacje do osrodka nie ma sensu –
Doktor powiedziała: ona jest za dobra dla nas, a jeszcze złapałaby jakąś grypę
czy inne paskudztwo. Więc we wtorek idziemy na instruktaż ćwiczeń małej i
będziemy się gimnastykować w domciu.
Co do rzeczy sprzed ciąży to u nas jest bardzo dobrze (-) 3 kg, więc wszystko
pasuje. No to znaczy na dół, bo góra rozbudowana nieco podczas karmienia ,
więc dopasowane bluzeczki jeszcze czekają na swoją porę.

pozdrawiam cieplutko
Basia mama Amandy
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10539341



Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
GAGARINIE, jaki ładny poranek nam podarowałaś! Jak ja się cieszę...Choć
przyznam, że byłam spokojna. Z Twoich opisów jasno wynika, że Piotruś wyprzedza
normy o wiele tygodni, a już mówienie "ba,ba,ba..." to naprawdę rewelacja! On
po prostu postanowił Ci wynagrodzić te wszystkie przejścia i uspokaja Cię, jak
porządny, kochający matkę syn!
KAROLKA - jak dobrze, że pojechałaś! Ja też miałam ten sam dylemat - jakiej
opiekunki szukać. Zarówno przy Agatce, jak i teraz znajomi polecali mi akurat
młode dziewczyny i teraz jestem zwolenniczką takiej opcji. Nasza Lidka bawi się
właśnie za scianą ze Stefem (chcę, żeby regularnie się cały czas widywali pod
moim okiem zanim jeszcze pójdę do pracy, bo to teraz jest świetny wiek na takie
zapoznania) a ja - jak widzicie - "pracuję". Lidka jest akurat studentką
pedagogiki, ale to nie miało wielkiego znaczenia przy wyborze. Jest po prostu
b.dziewczęca, jeszcze ma w sobie to "coś" z dziecka, tak że jak ją poznała
Agatka to ni chciała potm iść do przedszkola tylko z nią grać w różne gry. Ja
trochę sę obawiam starszych pań, no chyba że znajdzie si taką trzecią
babcię...tylko jak to wyczuć?
GAGARINIE - przyszła mi do głowy jedna myśl - piszesz, że Piotruś jest
niejadkiem, ale może on ma jakieś kłopoty z trawieniem tego mleka? W jakim
stopniu pomaga jabłuszko?
BASIU - Stef miał dokładnie takie same śmierdzące objawy załatwiając się raz na
tydzień. Przyznam, że to jednak jest najlepsze, co może być - takie kupy (bąki,
to już objaw uboczny) to książkowy wzór, pozazdrościć. Może i my wrócimy kiedyś
do tych złotych czasów...
Odpowiadając, co Stef potrafi - nowość - usilne przewrotki na brzuszek, czasem
wychodzi, czasem trzeba pomóc. Znacznie bardziej interesuje go w tę stronę niz
z brzuszka na plecki. Przekłada zabawiki, bawi się nawet małymi wiszącymi
sznureczkami, ćwiczy wkładanie, ale raczej głównie wyjmowanie smoczka, ktory
jest tylko zabawką; wyrywa się do siedzenia i ma już łaskotki. Na głos smieje
się najchętniej gdy się go straszy, takie strachy na lachy to jego ulubiona
zabawa. Potrafi też zaczepiać - głównie tatusia, który zajmując się nim lubi
oglądać telewizję albo czytać - wtedy syn woła go, zagaduje i posyła usmiechy,
żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Aha, "uczłowieczył" się już dzieki siostrze
(to z "Tytusa...") - ogląda z nią bajki.
Pozdrawiam wszystkie wrześniówki



Temat: Sny
no to mój kolejny sen 2 etapowy:))

scena pierwsza akt pierwszy,
jade z moim męrzczyzną samochodem(tu dodam męrzczyzna przystojna acz nieznana,
czuje że go kocham)
jedziemy przez busz samochodem (marki nie pamietam) nagle widze pożar mówie aby
zawrócił on jednak nie słucha jedzie dalej staje przed nami brama z dwoma
słupami ognia ogień rozprzestrznia się błyskawicznie nie mamy jak się wycofać
zaczynają palić się opony samochodu, gasimy ten pożar, z ognia wynurza się
nieznany zły męrzczyzna

scena druga
zły męrzczyna ma już nas związanych linami, torturuje nas odcina nam kawłaki
cała i przygotowuje z tego posiłki a potem nas karmi, chcę uciekać nie
potrafię , wszystko robi w gumowych rekawiczkach, czuje potworny strach,
jakimś cudem wyswobadzam się
uciekam , mojego faceta zostawiam
staram sie szczelnie zamknąc jakieś drzwi, aby zabarykadować, wyjście temu
złemu, kiedy już zamknełam drzi nagle okazuje sie ze on jest obok, totalna
bezrdność, nie potrafie ucieka bronić się
nagle on otwiera dłon i wręcza mi srubke
czuje ze mnie już nie chce scigać że oszczędzi mi życie
akt drugi scena pierwsza
dzieje się to gdzieś w przyszłości gdzie nie ma drzew , jest to państwo
policyjne, (jestem raz małym chłopcem raz kobieta to się zmienia we śnie w
miare potrzeb) jako chłopiec bardzo rozrabiam , mam w sobie mase energii, czuje
że mogę zmienić świat , są ze mna jakieś kobiety młode ładne blondynki,
brunetki w samej bieliźnie, jedna coś ugryzło w brzuch i od tego robi się jakby
zakarzenie
scena 2
przeworzą nas na jakąs farme z basenem dookoła niego rosna drzewka (rzadkośc w
tej kraninie) tym razem jestem kobieta)
w basenie jest niewiele wody ja jestem w długiej czarnej zwiewnę sukience z
blond rozwianymi włosami biegne prze te wode aż do konca basenu
potem odkręcam kurek i dolewam wody
scena 3
okazuje się ze na farmie są stare kobiety które bardzo dbaja o swój wygląd
ćwiczą intensywnie , wiedzą że brak sprawności i urody znaczy dla nich smierć
(my przywiezione jesteśmy jakby zmienniczki dla tych już mniej sprawnych)
niekture z nich maja ogromne okulary takie z lat 60 tych w kolaorach np
rózowych zilonycj niebieskich
ta ugryziona ma coraz wieksze objawy zakarzenia
powoli zaczynam się domyślać że to jest harem
scena 4
jestem teraz chłopcem siedze pomiędzy jakimś facetem a blondynka
przeszkadzam temu facetowi w dostępie do niej
on zaczyna przepychać się ze mną
hmm nie jestem mu dłużna
(wszak jestem zadziornym chłopcem)

THE END

i co wy na to tłumaczyciele snów?
najbardziej zastanawia mnie ta śrubka:)))



Temat: motywacji totalnie brak :-((
motywacji totalnie brak :-((
Chce krotko opisac moj przypadek bo moze ktos z Was ma lub mial podobnie i
bedzie mogl mi cos doradzic, pomoc. Chodzi o to, ze chcialabym zadbac o
kondycje i schudnac i miec lepsza sylwetke ale mam totalny brak motywacji,
checi i wytrwalosci.
Trzy lata temu zapragnelam miec super figure (wystartowalam od 172 cm
wzrostu, 68 kg wagi, rozmiar 42 od pasa w dol, 40 na gorze, budowa tzw. mocna
ale nie gruba wg opinii publicznej).
Zaczelam od diety nielaczenia (ok. roku), potem przez rok nie jadlam wcale
miesa. Przez te dwa lata chodzilam 3-4 razy tygodniowo do klubu na rozne
formy (najwiecej step i tbc), dodatkowo sauna, od maja do wrzesnia codziennie
plywalam zabka przez 45 minut bez odpoczynku i jezdzilam codziennie 30 km
rowerem (do pracy i z powrotem). Juz po roku wazylam 62 kg i mialam ladna
figure z zarysowanymi miesniami a po 2 latach wazylam 56 kg (wiem, ze taki
spadek wagi moze byc niewspolmiernie maly do nakladu pracy i diet ale ja tak
chyba mam). Po tych dwoch latach rozmiary byly takie: gora 34-36, dol 36-38.
Nogi i posladki mega umiesnione, ramiona to samo, brzuch nie najmocniejszy
ale zadowolenie pelne. Potem mialam przez 2 miesiace noge w gipsie - skonczyl
sie fitness i ze wzgledu na siedzenie w domu rowniez zarzucilam zdrowe diety.
Od tamtego czasu waga systematycznie szla w gore - teraz waze 66 kg, dol
rozmiar 40, gora 38. Dwa razy bylam na wczasach kondycyjnych - w ciagu 10-
dniowych pobytow zbijalam wage o 5 kg ale potem wracala do tej normy.
Cierpie na jakis totalny wstret od cwiczen, klubow, diet i tego wsztystkiego
czym zylam przez 3 lata. Co zrobic zeby znowu miec motywacje? Chce znowu miec
takiego powera jak kiedys a za cholera nie moge wytrwac!!!! Co robic?



Temat: Nie wiem czy mogę tutaj ;-).....
losiu4 napisał:

>
> No wiesz co, takie bezecenstwa na forum o feminizmie!!! Przeciez takie
zachowanie uwlacza kobietom i sluzy zaspokajaniu meskich chuci!!! ;))) No
chyba ze mezczyznom wstep wzbroniony...
>

Jakie bezeceństwa?;-) Jakie uwłaczanie? Gdzieżeś to oglądał?
Jak na razie żadnego mężczyzny na warsztatach nie było, raz jeden wszedł przez
pomyłkę, dostał oczopląsu i wycofał się speszony.... Za dużo dobrego na
jednego ;-)))
Co do samopoczucia - kiedy kończą się warsztaty, wszystkie siadamy w kręgu i
dziewczyny mówią, co wyniosły z warsztatów - że jeszcze nigdy nie czuły się tak
swobodnie we własnym ciele, że nigdy nie czuły się tak pewnie jako kobiety.
A to mam wrażenie ma dużo wspólnego z feminizmem.

> Egipcjanki (przez domysl muzulmanki)

Egipcjanka nie równa się automatycznie muzułmanka.

maja ograniczone mozliwosci poznania wlasnej wartosci. Co one
> moga zobaczyz zza tych swoich kwef, gnebione przez religie i mezczyzn...

Z tym polemizować nie będę, bo.... nie znam osobiście żadnej zakwefionej
muzułmanki:-)
Co do prowadzącej warsztaty - każdej kobiecie życze takiej pewności siebie jaką
on posiada, oprócz tańca brzucha od pary ładnych lat tańczy tango argentyńskie
i wszystko można powiedzieć oprócz tego, że jest gnębiona.

>
> A tak z ciekawosci- poza walorami estetycznymi- czy to nadawaloby sie do
zastapienia aerobicu w sensie gimnastyki ogolorozwojowej?
>
> Pzdr.
>
> Losiu

Oczywiście! Zaręczam, że po paru godzinach czuje się wszystkie mięśnie, głównie
te, o których człowiek nie wiedział, że w ogóle je ma.....
Przyznam, że miewałam chwile przewrotnej satysfakcji, np. koleżanka, ćwicząca
od paru lat jogę na bardzo zaawansowanym poziomie po ok. 2 godzinach przyznała,
że uważała się za osobę wygimnastykowaną.
Ja na parkiecie sie nie męczę :-), ale mnie pomaga obsesja ;-)na punkcie tańca
w ogóle.

Dorota




Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czesc mamuski,

Agapolo, jestes naprawde nieoceniona. Dzieki.
Dimka tez uwielbia bawic sie w a ku ku swoja kolderka, przytulac sie do mojej
buzi i oblapiac za szyje. Tyle, ze jak czasami pociagnie mnie za nos albo wlosy
to zdecydowanie mniej mi do smiechu. Silne to moje dziecitako, bardzo. Ciesze
sie, bo ostatnio zaczal ladnie wyciagac raczki do zabawek po swojej prawej
stronie. Ciekawa jestem na ile to wynik tej rehabilitacji. Caly czas cwiczymy
miesnie brzucha, wiec moze za jakis czas uda nam sie trafic stopka do buzi, ale
to jeszcze ho ho…
Tez jestem w siodmym niebie, kiedy patrze jak Dimka tak pieknie sie rozwija,
smieje sie, kopie nozkami……serce chce wyskoczyc z radosci!

Renatko, brawo dla Kubusia! Przespana nocka to pewnie z ilosci wrazen, a
widac ,ze mial ich wczoraj niemalo. Oczywiscie trzymam kciuki, zeby te nocki
powtarzaly sie co noc!!
Dima tez przedwczoraj smial sie w glos przeslodko az go nagralismy. Mial
swietny humor, latwo bylo go rozbawic. Niestety wczoraj juz te same rzeczy go
nie bawily. I wymyslaj tu czlowieku jakies nowe rozrywki!!

Moj maz takze radzi sobie w kuchni calkiem niezle, ale do waszych to mu troche
brakuje. A co do tesciowek, to u meza w domu byl tradycyjny schemat rodziny.
Matka z dzieckiem w domu i gary, tata utrzymuje rodzine. Posuniete do tego
stopnia, ze moj tesc to padlby z glodu bez tesciowej. Chyba tylko herbate
potrafi sobie zrobic. Na szczescie Michal nie jest zwolennikiem takich tradycji
z czego tesc jest bardzo niezadowolny i niestety nie uwaza mnie za dobra
gospodynie, no coz…..
Powodzenia w pracy. Trzymamy kciuki za ciebie i Kubusia!

Karolka my tez trzymamy kciuki, zeby opiekunka okazala sie trafiona w
dziesiatke!!

Ja rowniez nie szukalam meza zbyt daleko. A raczej to on nie szukal daleko.
Mieszkal w bloku obok. A jestesmy razem od konca 4 klasy LO. W "legalnym
zwiazku" to nam juz 5 roczek leci.

Aneto, tez sadze,ze z tymi zabawakmi nie mozna przesadzac. Jesli wyraznie
widac, ze taka zabawka dziecko nie moze sobie zrobic krzywdy, to chyba nic
wielkiego jesli sie nia pobawi. A jaka krzywde moze wyrzadzic dziecku welurowa
poduszeczka??

Ja tez powinnam juz chyba wziac sie do roboty, bo pozniej to juz nic nie zrobie.
Pozdrawiam serdecznie
wiola




Temat: nowy biuścik bez skalpela, rewelacja !!!!!
Przeczytałam wszystkie Wasze listy dotyczące tego wątku i zastanawiam się jak
się ma do tego opinia, którą kilkakrotnie już słyszałam, że najlepiej jest
chodzić bez stanika (szczególnie przy małych i średniej wielkości biustach) bo
dzięki temu piersi są dłużej jędrne i nie rozleniwiają się tak jak ma to
miejsce w staniku (nie używane mięśnie flaczeją). Dlatego nie wiem jak taki
stanik, którego zadaniem jest przedewszystkim dobre podtrzymywanie piersi może
je wymodelować, przecież piersi nie są z gliny, którą jak upchniesz do jakiejś
formy to tak zastygnie. Już bardziej wierzę w jakieś masaże, ćwiczenia,
prysznic zimną wodą i może jakieś super działające kremy ujędrniające (jeśli
takie wogóle są) niż w cudowne działanie formujące stanika. Owszem piersi w
dobrze dobranym staniku wyglądają lepiej ale wówczas kiedy się go ma na sobie,
bo po jego zdjęciu układją się swobodnie (u jednych lepiej u innych gorzej). W
moim przypadku 2 lata karmienia piersią spowodowały, iż biust stał się bardziej
obwisły (okropne słowo ale nie znalazłam innego, które by dobrze oddało sens)
niż przed karmieniem. Po prostu piersi najpierw się powiększyły a potem zmalały
a rozciągnięta skóra nie doszła do wcześniejszego stanu. Łatwiej jest pozbyć
się obwisłego po porodzie brzucha niż ujędrnić piersi. Dodam, że przed
karmieniem nie nosiłam staników, ale kiedy piersi napęczniały i były ciężkie od
mleka zaczęłam je nosić, a teraz przez to że już nie są takie okrąglutkie noszę
staniki nadal ale często się zastanawiałam jak właściwie powinno się dbać o
piersi aby jak najdłużej zachowały ładny kształt. Czy wogóle po takim
zwitczeniu piersi spowodowanym karmieniem można poprawić ich stan ?????? Co Wy
na to ???????



Temat: Listopad 2003
Cześć mydelniczka
Fajny masz nick.
I Świetnie, że do nas dołączyłaś. Zaglądaj tu jak najczęściej i dziel się z
nami doświadczeniami.
A Piotruś - super chłopak. Sliczną ma buźkę.
Edytko Bartuś faktycznie mocno się zmienił, podobnie Maciuś. Zupełnie inny
chłopak. I z dnia na dzień ładniejszy (Batruś).
Do Alii:
My pewnie nic nie kupimy małemu, bo mamy wesele i chrzciny i kupę wydatków, bo
Julce coś trzeba kupić i Jasiek będzie moim chrześniakiem. Będę liczyć na
prezent od mojego brata, bo my pewnie kupimy prezent praktyczny w postaci
krzesełka. A dziadkowie "klepią bidę z nędzą" i też pewnie nic nie kupią,
przynajmniej nie powinni.
My dzisiaj byliśmy u teściów. Najpierw rano wyszłam z małym na tradycyjne
dwugodzinny spacerek. Był bardzo grzeczny, mimo, że wyspał sie przed
spacerkiem, nie płakał i nie jęczał, a po godzinie ładnie zasnął. Po pobudce
też nie płakał. Wróciliśmy ze spacerku i pojechaliśmy do teściów (teść po nas
przyjechał). Maciuś był dzisiaj ekstra grzeczny. Ani razu nie płakał, a różnie
się zdarza w obcych miejscach. Bawił się z babcią i dziadkiem, bardzo długo
wytrzymywał na brzuchu. Pisałam wcześniej, że tak śmiesznie ćwiczy sobie, kładł
główkę na materacu i podnosił dupkę do góry. Dzisiaj juz nie kładł główki,
trzymał ją wysoko i cały czas podrzucał odwłok do góry. Przesuwał się przy tym
do tyłu czyli naprawdę raczkował (rak przecież do tyłu chodzi )) ).
Po pysznej zupce warzywnej wymęczyłyśmy go przez dgodzinę i zabrałyśmy na
spacer. I to było super posunięcie. Zasnął od razu zbudził sie dopiero po
godzinie, bo zgłodniał. Dostał cyca i zasnął znowu. Spał jescze półtorej
godziny. Zdąrzyłyśmy wrócić do domu, posiedzieć na placu zabaw pod blokiem, w
końcu poszłyśmy do domu bo juz była 18 i robiło się chłodno. w domu jeszcze
drzemał pół godziny. I od jutra też będę tak robić. Wymęczę go po zjedzeniu
słoiczka - i na spacer. od dwóch miesięcy bez względu na okliczności
przyrody spał tylko po pół godziny.
Aha Edytko, ja też przeraziłam się własnymi bykami, czytając wcześniejsze osty,
nie jesteś sama ))




Temat: Kwiecien 2004 ,cd. 1 :)
hejka!!
U nas dopiero 8 rano a nie spimy juz ponad godzinke, ciagle sie zastanawiam
czy kiedys dane bedzie mi jeszcze pospac do 10??
Po poludniu mamy wizyte u pediatry, kurcze nie podoba mi sie ona bo: Kamis
mial miec robione testy krwi co 6 tyg, w srode byl telefon zebysmy w czwartek
udali sie do szpitala na badanie a dzisiaj na wizyte(a bylismy umowieni za
tydzien)ostatnio test krwi Kamis mial 2 tyg temu, buuu i boje sie ze moze
wyniki byly znowu gorsze a w ubieglym miesiacu byly lepsze na szczescie nie
widac po nim zeby bylo cos nie tak, bo to przekochany urwis )teraz lezy obok
na foteliku wyrzuca misie, musze co chwila podawac i demontuje grzechotki a
jakie miny robi ))na dodoatek gdy podam mu rece to sam ladnie siada i siedzi
podparty, czesto staje i sprezynuje, a jak mu sie to podoba )no i pelza gdy
lezy na brzuszku tylko ze do tylu )i tak mu sie spodobalo przekrecanie na
brzuszek ze nawet w nocy czesto tak spi ) ciekawa jestem ile juz wazy? ))
Jedzonko- ja czasami daje kila lyzeczek warzywek a poznej owocow, tylko ze
tutaj jest troche inaczej niz w Polsce, napisze Wam co mozna podawac dziecku od
5 mieisaiaca: fasolke szparagowa, zielony groszek, marchewke, slodkiego
ziemniaka, dynia, jabluszko, gruszka, banan, brzoskwinia, sliwka.
Malilko a jak jest z tym w Polsce??
poradzcie mi co mam robic: Kamis czesto wklada raczki do buzki, czasami
wlozy za gleboko i odbija mu sie jedzonko, no a wtedy niestety trzeba go
przebirac i potrafi tak zrobic 2-3 razy w ciagu dnia! mozna go jakos tego
oduczyc czy trzeba przeczekac??/
Jagna- Nikos i Ty jestescie naprawde dzielni ) na szczescie juz po
wszystkim, trzymamy kciuki zeby nic takiego juz sie nie przytrafilo wiecej,
Winiu, moze naprawde przyszedl odpowiedni moment dla Szymusia kazde
dziecko ma swoj wlasny rytm, ale cwiczenia nie zaszkodza, zobaczysz niedlugo
zapomnisz ze czyms sie tam martwilas gdy Maly zacznie chodzic i rozrabiac )
a wogole to dlaczego takie malenstwa choruja lub maja jakies problemy??
uciekamy cycusiowac )napiszemy pozniej co bylo u lekarza, trzymajcie sie )




Temat: szkoda gadac
Tak, dokladnie takie otreby mialam na mysli, granulowane z jabłkiem i śliwką, bo
inne mi na sucho nie przechodza. Zastapily mi dzis polowe kanapek takze nie jest
zle... tzw "mniejsze zlo". Ale tez nie jadlam do bolu brzucha, nie mialam takiej
potrzeby.. Wszystko dlatego ze znow nie zmobilizowalam sie i nie wyszlam z domu.
Siedzialam przy kompie, nie mialam co robic i sie zaczelo. Musze zorganizowac
sobie lepiej czas. Szkoda ze Tobie tez nie wyszlo... bylo by na troche optymizmu
na tym topicu dzisiaj. Ale jesli zaczynasz starania w poniedzialek to w sumie
juz troche optymistyczniej :-) Trzymam mocno kciuki!
Co do mnie to tez mam pewien plan. Wyjezdzam w przyszly piatek wiec mam tydzien
czasu. Wiem, ze juz nie schudne do tego czasu, nie bede fundowac sobie w
desperacji diety 500 kcal bo potem wroci z duza nawiazka. Wymyslilam sobie ze
poczawszy od jutra zadbam o siebie i o swoj wyglad bardziej niz do tej pory.
Moze wiec i bede miala brzuszek, ale wypielegnowana i opalona bede troche lepiej
wygladac. Tak wiec od jutra rozne peelingi, wcieranie kremow, moze maseczki,
opalanie (troche, na zloty kolor, nie braz), lykanie witamin i roznych
preparatow, duzo warzyw, troche brzuszkow przed snem, godzina chodzenia
dziennie. Taki mam plan siedmiodniowy. O ile sie uda to chce tez ograniczyc do
minimum (czyli najlepiej do zera ;-) ) pieczywo i nadmiar soli. Mam silna
motywacje bo naprawde zalezy mi zeby ladnie wygladac jak juz bede z moim
Ukochanym :-) Takie dbanie o siebie jest zreszta rowniez przyjemne. Ostatnio
zaczelam przywiazywac wieksza uwage do wygladu rak i paznokci. I teraz musze
powiedziec ze jak patrze na swoje rece to naprawde mi sie bardzo podobaja.
Natura nie dala mi zbyt ladnych rak ale wygladaja uwazam niezle :-)) naprawde
czuje sie bardziej zadbana i kobieca :-)
Tak wiec nie schudne, ale postaram sie mimo to ladnie wygladac. :-)
Co do slodyczy ktore lubie to w sumie zalezy to troche od pory roku. Ale takze
uwielbiam wszystko co kokosowe, szczegolnie wafelki, rafaello i rurki, no i
ciasta, w sumie wszystko :-) Mam wlasnie od niedawna ochote na cos kokosowego,
albo na krowki. Te dwa smaki sie mnie ostatnio "uczepily". Ale kocham wszystkie
slodycze. Wiem z doswiadczenia ze jak mam napad podczas ktorego jem same
slodycze to jest on ilosciowo mniejszy (ale kalorycznie chyba wrecz
przeciwnie..), slodycze szybciej syca, pod warunkiem ze je sie to samo w
wiekszej ilosci. Kiedys kupowalam sobie w liceum codziennie jakies 200 g
wafelkow i pamietam ze jak jadlam tylko te slodycze i nic wiecej to moglam
spokojnie skonczyc. Jak po slodyczach zaczelam jesc kanapki to chcialam ciagle
wiecej.... Tak wiec najgorsze to chyba jesc wiele rzeczy o roznych smakach i
staram sie tego unikac (wychodzi roznie). No ale tyle o jedzeniu.
Jesli chodzi o ubrania to heh coz, ja mam ledwie 4 pary spodni, z ktorych
mieszcze sie w 1. Nie lubie robic zakupow, chodzic po sklepach, tak wiec nawet
jak bylam szczuplejsza to nie mialam tyle ciuchow :-) Uwazam ze super byloby
miec krawca ktory szyl by na miare, oszczedzilo by to biegania po sklepach i
stresu zwiazanego z mierzeniem. Nie wiem czy dobrze robisz nie kupujac sobie
spodni. Ja czekam z kupnem juz jakies 8 miesiecy wlasnie na chwile kiedy
schudne. Na szczescie mam tez spodnice bo bym te 8 miesiecy przechodzila
jednakowo ubrana. Moze nie warto sobie kupowac teraz drogich spodni jesli
planujesz chudnac, ale jakies chyba w ogole warto. Na pewno cos ladnego
dobierzesz a poczujesz sie lepiej w nowym ciuchu i moze bedziesz miala wieksza
ochote wychodzic z domu? :-) Ja w kazdym razie nie mam juz wyboru i kupuje.
Co do wspolnych posilkow z chlopakiem to ja identycznie. Choc tak bylo glownie z
moim bylym facetem. On wkurzal sie ze z nim nie chce nic dobrego zjesc a pozniej
sama wsuwam ciastka. Z moim obecnym ukochanym jadlam juz kilka razy dobre rzeczy
i czulam sie przy tym cudownie (ale moze dlatego ze w ogole tak sie przy nim
czuje) ale teraz po powrocie chce z tym przystopowac bo mi to znowu w brzuch
pojdzie :-(
TO juz chyba wszystko co chcialam napisac. Trzymaj sie po napadzie, pamietaj o
miecie i kocyku. I mysl o swoim planie, ktory niedlugo zrealizujesz :-)
Od jutra ruszam z zabiegami kosmetycznymi, malymi cwiczeniami i jedzeniem duzej
ilosci warzyw :-) Bedzie dobrze, czuje to.. a nawet jesli (z lenistwa chyba
tylko) nie uda mi sie wszystkiego zrealizowac to 50% planu i tak jest lepsze niz
nic :-)
Milego dnia jutro, jak zwykle czekam na wiesci.



Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Witam serdecznie,
wreszcie wiosna przyszla, a przynajmniej probuje. mam nadzieje, ze bedzie nam
towarzyszyc w niedziele!

Basiu, zazdroszcze talentu do szycia. Ja to mam 2 lewe rece do tego
rodzaju "robotek". Za to moja tesciowa zrobila na drutach dla Dimki sliczne
kompleciki na wiosne. Kisielek na pewno zrobimy, tym bardziej,ze nie mozemy
jesc zadnych deserkow owocowych, bo wszedzie jablka.

Agnieszko (agapolo), tak to u nas niestety jest. Pamietam,ze kilka lat temu juz
prawie wieziono mnie na operacje wyrostka. Na szczescie w ostatniej chwili
zadzwonila moja mama i powiedziala,ze juz mam usuniety (nawet o tym nie
wiedzialam). I coz, biedny lekarz byl w kropce co ze mna zrobic….hihi
Zobaczysz wszystko bedzie dobrze. Bedziemy trzymac kciuki 30.
U nas ani jednego zebowego potwora!! zdrowiejecie szybciutko!

Dima chetnie slucha wierszykow. Najchetniej Tuwima, bo ksiazeczka ma ladne
obrazki hihi. Tez wyciaga lapki, bo musi dotykac, ale nie wyrywa ksiazki.
smieje sie jakby rozumial. Basnie niestety nie robia na nim wrazenia.

Emi, Dimka tez ma slabe miesnie brzucha. Niestety bardzo trudno opisac
cwiczenia, zeby dobrze wykonac. Na pewno pani Zofia pokaze ci jak je prawidlowo
robic. Nie ma co sie nakrecac i stresowac!! Wszystko w swoim czasie!
Ale sie napracowalas z tymi imionami. Kolejne wielkie dzielo!!

Aneto, mam nadzieje, ze dojdziecie z mezem do porozumienia. Bedziecie potrafili
cieszyc sie soba i dzieckiem jednoczesnie. Zycze wam tego z calego serca. Niech
ten kryzys jak najszybciej minie!!
Nam na szczescie udalo sie jakos to wszystko pogodzic. Ale to glownie zasluga
michala, to on jest u nas ta strona, ktora zawsze potrafi wszystko wytlumaczyc,
zrozumiec, cos zaradzic. Ja oczywiscie tez sie bardzo staram, ale jakos latwiej
poddaje sie stresowi, emocjom, chwili. Pozniej glupio mi z tym….
Dzieki serdeczne za informacje o jedzonku.

Marto, bardzo mi przykro,ze wciaz chorujecie, biedaczki. Tak to jest, ze jak
juz sie cos przyczepi, to potrafi dlugo trzymac. Co do lekarzy doskonale cie
rozumiem. Jestesmy po kolejnej dawce cwiczen, kontroli u pani dr rehabilitacji.
Tym razem byla inna w zastepstwie.stwierdzila,ze wlasciwie wszystko jest ok,
ale ten brzuch jeszcze "galareta" i kolejny miesiac cwiczen!! Zapytalam, czy
teraz mam isc do neurologa. Stwierdzila,ze w zasadzie to ona nic nie widzi, ale
jesli juz to powinnam isc ze 3m temu!! Tyle, ze tamta pani dr zapewniala,ze
nie ma takiej potrzeby. Ostatecznie nie dala mi jednoznacznej odpowiedzi
powinnam, czy nie. Zapisalam sie wiec do neurologa na przyszly tydzien, bo to
jej zachowanie jakos mnie wystraszylo (Chyba znow panikuje). Oczywiscie tez
prywatnie. Marto, jesli i tak juz bylas przygotowana na ta wizyte, to moze
idz, juz ostatecznie upewnij sie,ze wszystko jest w porzadku! Duzo zdrowka wam
zycze.

Tak jak juz pisalam, dalej sie rehabilitujemy. Dimka juz ladnie pelza, podnosi
sie na kolankach i przedramionkach, tak smiesznie buja sie do przodu i do tylu
a potem buch na brzuch "galarete". Wczoraj na spacerku wyjelam go z wozka a
potem awanturowal sie do samego domu,ze on juz nie chce w tym wozku.
Zastanawiam sie, czy juz go ustawic w pozycji polsiedzacej.

sciskam mocno mamusie i dzielne dzieciaczki
moze uda mi sie jeszcze napisac w tym tygodniu, jesli nie to do zobaczonka w
niedziele
wiola




Temat: ABDOMINOPLASTYKA-miala ktoras z Was?
C.d.
Przeczytala swoj mail sprzed chwili. Napisalam, ze sie wymylam-mialam na mysli
twarz i zeby. Kapac sie nie moglam, bo mialam opatrunki).
Teraz o odczuciach i zaleceniach.
Codziennie przez pierwsze dni (u mnie przez 5dni lacznie z dniem, w ktorym
mialam zabieg) przyjezdzalam na zmiane opatrunku. Mialam zalozone saczki czyli
inaczej dreny. W piatej dobie zostaly one zdjete. Przez te piec dni dostawalam
zastrzyk domiesniowy (gentamycyne), by nie wdalo sie zakazenie zwiazane z
obecnoscia drenow). Zaleca sie noszenie przez 6tyg. pasa pooperacyjnego. Mam
taki firmy "Pani Teresa". Cena ok.35zl. Po wyjeciu saczkow, przyjezdzalam co
drugi dzien na zmiane opatrunku i zdejmowane szwow (nie boli). Dzisiaj (14
doba) zdjeto mi ostatnie. Pierwsze szwy zdejmuje sie wtedy kiedy wyjete sa
saczki albo dzien wczesniej (juz mi sie myli). Przez pierwsze dni chodzilam
zupelnie zgarbiona (powinno sie spacerowac po domu-lepszy przeplyw limfy) lub
lezec, ale nie powinno sie dluzej siedziec. Mnie zalecono spacerowac po 15 min.
raz na godzine. Oczywiscie nie przestrzegalam tego dokladnie. Na poczatku
przez pierwsze piec dni spalam a la trupek, na wznak, nie ruszajac sie. POtem
juz na bokach i o wiele lepiej sie czulam. Zaczelam jezdzic samochodem w
6dobie. Dziecko nosze (wazy 7300g)bez problemu od jakichs pieciu dni). Czasami
jeszcze sie grabie. Unikam zginania sie i podnoszenia berbecia co krok. Za 6dni
bede mogla rozpoczac smarowanie sie Contratubexem. Z Cepanem (na blizne) trzeba
dluzej poczekac. Generalnie najlepiej zaczac smarowanie, gdy odpadna strupki (a
tao nastepuje ok.4tyg. od zabiegu). Gimnastyka, itp. wchodzi w gre po 6 tyg.
(drugi polog . Pod prysznic weszlam pierwszy raz dzien po zdjeciu drenow
(nic nie piecze).
Teraz o odczuciach psychicznych. Tutaj gorzej... Jestem mloda, koncze studia,
to moje pierwsze dziecko... Powinno sie na taki zabieg zdecydowac, gdy juz nie
planuje sie kolejnych ciaz, bo historia moze sie powtorzyc. Moj wyglad jednak
byl okropny. Zawsze mialam bardzo ladna i delikatna skore. Brzuch pojawil sie w
7miesiacu ciazy i rosl w oczach. Z przodu mialam ogromny balon, po bokach nic,
a z tylu nie bylo widac, ze jestem w ciazy. Przytylam niecale 17kg. W osmym
miesiacu pojawily sie rozstpy i skora peka w oczach. Lekarz mowil, ze rzadko
sie zdarzaja takie rozstepy. Jednym zdaniem-na totalnie calym brzuchu, prawie
do zeber, przecinajace sie. Zero przestrzeni bez rozstepow. Po porodzie
schudlam bardzo szybko. Teraz waze tyle ile przed ciaza. Ale skora zwisala (nie
jakos tragicznie, ale fald byl). Brzuch caly zwiotczaly, jak u 80letniej babci
(okreslenie przyjaciolki), w miejscu rozstepow, zwiotczala pofadowana
zmarszczona skora. Jak wciagnelam brzuch, mialam plasciutki z pomarszczonymi w
pionie rozstepami i faldkiem na samym dole. Chodzilam na gimnastyke, trzymalam
diete, smarowalam sie wszystkim co sie da, masaze, bioptron etc. Pelna
desperacja. I nic, nic sie nie wciagalo. Doktor powiedzial, ze jezeli skora nie
wciagnie sie do 6mies. po porodzie, to potem juz to radykalnie sie nie zmieni.
Moze troszeczke dzieki gimnastyce i masazom. Ale jezeli fald mocno zwisa i sa
rozstepy to nie ma szans, bo to nie tluszcz, a zniszczona skora, ktora nie
poddaje sie jakiejs naprawde widocznej regeneracji. Pepka nie mialam
wywalonego, nie mialam dolka w postaci rozstepu miesni prostych. Podobno mialam
leciutki rozstep miesni prostych, ale spokojnie to wraca do normy wskutek
cwiczen, a lepiej nie tykac tego nozem skoro nie ma powaznego stanu.
Na dzisiaj tyle. W najblizszych dniach opisze Wam swoj wyglad po operacji,
efekt, moje odczucia psychiczne i zalecenia na przyszlosc odnosnie diety,
drugiej ciazy, itp.
Piszcie co u Was, niech pisza dziewczyny, ktore to mialy, ktore zamierzaj sie
zdecydowac lub ktore maja problemy z brzuchem. Opisuje Wam wszystko dokladnie,
bo wiem jak sama potrzebowalam tych informacji i zyczliwa dusza-Katarka do mnie
napisala. Chcialaby, zebysmy byly dla siebie zyczliwe i sobie pomagaly.
Sciskam i pozdrawiam




Temat: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych porodac
Ja juz o swoim kiedys pisalam, wiec teraz tylko przekopiuje post, o prosze:

Wody odeszly mi o godz 23.30, nie mialam zadnych skurczy, ale zadzwonilam do
swojej poloznej poinformowac ja o tym (mialam oplacona.) Polozna Gosia kazala
mi spokojnie czekac na skurcze i sprobowac polozyc sie spac. Zadzwonilam do
meza, ktory byl w delegacji w innym miescie (bylam tydzien przed terminem) i
kazalam mu wsiadac w samochod i przyjezdzac. O 2 w nocy zaczelo sie
pobolewanie, cos jak przed miesiaczka. Wystepowalo co 7-5 min, ale ja nie
moglam uwierzyc, ze to skurcze. O 3 zadzwonilam do Gosi i umowilysmy sie na 5
rano w szpitalu. Gosia na przyspieszenie porodu kazala mi chodzic i masowac
brodawki, ale nie robilam tego, bo chcialam, zeby maz zdazyl przyjechac, wiec
siedzialam skulona. Gdzies o 3.30 zaczelo bolec mocniej, ale wciaz do
wytrzymania, skurcze co 4 min. O 4 przyjechal maz i 20 min pozniej zaczelismy
zbierac sie do szpitala. Wtedy nastapilo moje przerazenie, bo poczulam pierwszy
skurcz party. Do szpitala jechalam ze skurczami partymi i recznikiem miedzy
nogami, bo wody znow odchodzily. Na izbie przyjec ominela mnie cala papierkowa
robota, bo dokumentacje wypelnilysmy z Gosia 2 tyg wczesniej. Gosia zbadala
mnie (bezbolesnie)- rozwarcie bylo juz na 8cm. Caly czas tryskalam wodami, ale
czyste, przezroczyste. Wybralismy sale z mezem, przebralam sie w koszulke i
klapki. Gosia podlaczyla KTG i przypomniala o prawidlowym oddychaniu. Wtedy
uspokoilam sie zupelnie, jakos przeszly skurcze parte i przestalo bolec. Po 15
min Gosia ponownie mnie zbadala i bylo juz pelne rozwarcie. Aha, bardzo wazna
rzecz, nie mialam zadnej lewatywy, w moim szpitalu w ogole sie jej nie robi.
Zaczelysmy pracowac nad wstawieniem glowki do kanalu rodnego, tzn w pozycji
polsiedzacej przyciagalam kolana do brody i troche parlam. W miedzyczasie Gosia
podgolila troche wlosy na wzgorku lonowym. Poniewaz taka pozycja mi nie bardzo
odpowiadala, zaczelismy spacerowac po pokoju i w czasie skurczu kucac i przec.
To bylo efektywniejsze i glowka wstawila sie. Moglysmy przeniesc sie na lozko i
zaczac wypierac dziecko. Rodzilam w pozycji polsiedzacej i w czasie skurczu
przyciagalam kolana do brody, a maz przyciskal mi glowe do klatki piersiowej.
Po dwoch takich skurczach pomyslalam, ze bedzie ciezko, ale Gosia poprosila
druga polozna do pomocy. Pani ta po prostu tylko polozyla mi reke nad
brzuszkiem, aby wyparta juz troche corcia nie cofala sie do srodka. Po
nastepnym skurczu Gosia wziela moja reke i dala mi pomacac glowke, ktora juz
sie czulo i wtedy wiedzialam, ze przy nastepnym skurczu juz urodze. I fakt
zobaczylam czarna glowke miedzy nogami, ktora nagle lypnela do mnie okiem.
Gosia zabronila mi przec, przekrecila glowke i juz bez zadnego parcia Zuzia
byla na swiecie. Byla 6.00, czyli godzine od naszego przyjazdu do szpitala.
Zuzia darla sie, Gosia owinela ja w recznik i polozyla mi na brzuchu a dumny
tata przecial pepowine. I tak coreczka sobie lezala, ja dostalam zastrzyk z
oksytocyny na urodzenie lozyska (bo nie mialam zadnej kroplowki) oraz pobrano
mi krew na WR. Lozysko wyszlo samo (nic juz nie parlam). Gosia obejrzala je i
pokazala nam. Potem zabrala sie za szycie. Nie bylam nacinana, ale mialam
malutkie pekniecie sluzowki I stopnia, na ktore dobrze byloby zalozyc 2 szwy.
Dostalam zastrzyk ze znieczuleniem i Gosia szyla (nie bolalo wcale). Jedyna
rzecz, ktora byla nieprzyjemna, to, ze badala, czy nie mam zadnych pekniec w
odbycie, ale ladnie uprzedzila, ze musi mi wlozyc palec w pupe. Zuzia caly czas
szycia lezala mi na brzuchu owinieta w pieluszki i kwilila. Po szyciu maz
zabral corke na wazenie, mierzenie i ogladanie przez pediatre a ja w tym czasie
mialam cwiczyc miesnie Keagla, czyli jakby wstrzymywanie siusiu. Jedyna rzecz
nieprzyjemna, to polozna z calej sily naciskala mi na brzuch, aby zmusic macice
do obkurczania i wtedy polecialo troche krwi. I to byla praktycznie jedyna
krew, jaka widzialam, pokoj w zadnym razie nie przypominal rzezni, a porod
krwawej jatki. Dostalam tez woreczek z lodem miedzy nogi, bo mialam opuchniete
krocze. Maz z cora wrocili i pierwszy raz przy pomocy Gosi przystawilam ja do
piersi. Lezalysmy a mala uczyla sie ssac. O 8.00 po 2 godz od porodu Gosia
pozwolila mi wstac i weszlam do wanny wziac prysznic. Kazala mi wtedy tez
pierwszy raz zrobic siusiu, troche pieklo. Ona w tym czasie ubrala dziecko i
przelozyla do szpitalnego lozeczka na kolkach. Po kapieli zalozylam czysta
koszule, podkladke Belli miedzy nogi i zjadlam sniadanie i wypilam herbate.
Gosia zmierzyla mi cisnienie i temperature. Potem ponownie siedzac na fotelu
przystawilam dziecko do piersi. O 8.20 samodzielnie przeszlam i przejechalam
winda na II pietro na poloznictwo a maz ze mna pchajac wozek z dzieckiem. Nie
bolalo mnie siadanie, wstawanie, chodzenie. Sama od razu wszystko robilam przy
sobie i przy dziecku.




Temat: Przede mną leży pół czekolady..OtoMoja historia...
Przede mną leży pół czekolady..OtoMoja historia...
A więc tak.Znowu jestem w dołku.Przede mna leży pół czekolady.Pewnie myślicie
że jestem po ataku.Że tak sie nażarłam że juz nie moge nawet patrzeć na
jedzenie.Otoż nie.Tak wyglądałby scenariusz jeszcze pół roku temu...Wybaczcie
mi jesli kogkolwiek zanudze a bedzie tak na pewno bo są tu miliony osób które
opisały bardziej malowniczo "historie swojego życia".Ale ja musze to z siebie
wyrzucić.
Skoro juz tak walnęłam z ta czekoladą to może wezme ja za punkt
odniesienia.Dziś przyszła babcia.Przyniosła mi i bratu pyszną orzechową
czekoladę milki.Pycha.Brat zjadł juz połowe swojej.Zostawił przy
komputerze.Ładnie pachnie.Ładnie wygląda.Ale w tej chwili sie jej boję.Wiem
że nic nie stałoby sie gdybym troche zjadła bo naprawdę nie wzięłabym wiecej
niż 2 kawałki.Poczułabym chociaż najlżejsze wypchanie brzuszka i koniec,rzut
na podłoge,200 połbrzuszków,wciaganie brzucha,ogladanie go w
lustrze.Pokłóciłam sie z rodzicami.Wiem że cierpia ale w tej chwili ich
nienawidze.Moja reakcja?(a raczej mojego popieprzonego mózgu?)Musze mniej
jeść..musze schudnąć..wtedy bedę bezpeiczna,tak,poczuje sie
bezpieczna..chociaż to moge w życiu kontrolować..jedzenie..uwielbiam wciąz
malejace numerki na wadze łazienkowej..teraz tak..teraz waże 45,5 kg przy
wzroscie 166...najmniej ważylam okolo 43..najlepiej czuje sie przy 44...musze
to osiagnac ale teraz wiem ze na tym sie nie skonczy bo gdy tylko w zyciu
pojawia mi się jakis problemik,mysle o tym ze schudne jeszcze pare kg i
poprawie sobie humor..jeszcze jakis czas temy powiedzialam:dosyc!wiecej juz
nie schudne,jestem chuda,nie hce juz nikogo martwic.po jakims czasie euforia
zniknela.znow zaczelam widziec w lustrze grubą świnie.wszedzie ten
tluszcz..dlaczego oni mowia mi że jestem chuda?? nie widzą tego tłuszczu w
talii i udach?tych grubych łydziochów?aaa...wiem,mam obsesje..boze..nie
rozumiem tego,wdze to samo grube cielsko jakie mialam ważąc 55...tylko że
wtedy mialam bulimie...nagle sie urwało..przeszlam zalamanie nerwowe...nie
mialam w ogóle apetytu..potem wykorzystalam to ze i tak już schudlam i
glodziłam się..nie mialam ataków obzarstwa...od sierpnia,zero atakow...a
wtedy wazylam jeszcze 53-4 i bylam wielorybem..we wrzesniu jadlam po 200
kalorii dziennie..pamietam jak raz na "obiad" zrobilam sobie sałatke z pól
pomidora,ogórka i paru rzodkiewek...zjadłam ja i..stwierdziłam ze za duzo
zjadlam,o wiele za duzo...poszlam do supermarketu,20 minut w jedna
stronę..chodzilam tam z 2 godziny czytając etykietki,licząc kalorie,oglądając
wszystko to czego i tak nie kupie..kupiłam opakowanie lekkiego pieczywa i
gume do zucia...wrocilam do domu..polozylam spac z cudownie pustym
żoładkiem...potem przyszedl pewien wyjazd na ktorym niestety musiała
jeść...tak strasznie sie bałam że przytyję bo jadłam jakieś 1500 kcal
dziennie..balam sie ze jak zaczne normalnie jeść,zaczną sie ataki,że nie
zapanuje nad tym...nie zaczęly sie..zamiast tego po każdym posiłku "badanie"
brzuszka,obsesyjne ćwiczenia...nadal tak jest..choc i tak lepiej..nie boje
sie cukru tak jak wtedy..dzieki jednej osobie...jeszcze na tym wyjeździe
zaczęłśmy sobie urządzać dni obzarstwa ale dla mnie to było co innego niż
ataki przy bulimii..po prostu jadlam bardzo duzo ale razem z osobą która
kocham najbardziej na świecie,ktora mnie uratowała..to było fajne..i do teraz
tak jest..tylko że jak nie jestem z nia to prawie nic nie jem..ona o tym nie
wie..wczoraj tez miałyśmy dzień obżarstwa..wrocilam do domu i niestety
siegnelam po senes...a dzis uwazam na każda kalorie mimo że podczas dni
obzarstwa z moja najlepszą przyjaciołka zupelnie nie przeejmuję sie wypchanym
brzuchem i tym że wpieprzamy dziennie jakieś 4 tysiace kalorii...oczywiscie
potem mam wyrzuty sumienia ale to nic...jakos z tym da sie zyc,tylko ze teraz
jak juz mowilam znow jestem w dolku i znow musze schudnac...musze...czuje sie
taka cholernie gruba,co ja mam na to poradzić..?powiedzcie mi,na co ja
wlasciwie jestem chora???



Temat: Cesarka krok po kroku.
Ja wiec napisze o swoim pierwszym porodzie, zebys miala porownanie.
Wody odeszly mi o godz 23.30, nie mialam zadnych skurczy, ale zadzwonilam do
swojej poloznej poinformowac ja o tym (mialam oplacona.) Polozna Gosia kazala
mi spokojnie czekac na skurcze i sprobowac polozyc sie spac. Zadzwonilam do
meza, ktory byl w delegacji w innym miescie (bylam tydzien przed terminem) i
kazalam mu wsiadac w samochod i przyjezdzac. O 2 w nocy zaczelo sie
pobolewanie, cos jak przed miesiaczka. Wystepowalo co 7-5 min, ale ja nie
moglam uwierzyc, ze to skurcze. O 3 zadzwonilam do Gosi i umowilysmy sie na 5
rano w szpitalu. Gosia na przyspieszenie porodu kazala mi chodzic i masowac
brodawki, ale nie robilam tego, bo chcialam, zeby maz zdazyl przyjechac, wiec
siedzialam skulona. Gdzies o 3.30 zaczelo bolec mocniej, ale wciaz do
wytrzymania, skurcze co 4 min. O 4 przyjechal maz i 20 min pozniej zaczelismy
zbierac sie do szpitala. Wtedy nastapilo moje przerazenie, bo poczulam pierwszy
skurcz party. Do szpitala jechalam ze skurczami partymi i recznikiem miedzy
nogami, bo wody znow odchodzily. Na izbie przyjec ominela mnie cala papierkowa
robota, bo dokumentacje wypelnilysmy z Gosia 2 tyg wczesniej. Gosia zbadala
mnie (bezbolesnie)- rozwarcie bylo juz na 8cm. Caly czas tryskalam wodami, ale
czyste, przezroczyste. Wybralismy sale z mezem, przebralam sie w koszulke i
klapki. Gosia podlaczyla KTG i przypomniala o prawidlowym oddychaniu. Wtedy
uspokoilam sie zupelnie, jakos przeszly skurcze parte i przestalo bolec. Po 15
min Gosia ponownie mnie zbadala i bylo juz pelne rozwarcie. Aha, bardzo wazna
rzecz, nie mialam zadnej lewatywy, w moim szpitalu w ogole sie jej nie robi.
Zaczelysmy pracowac nad wstawieniem glowki do kanalu rodnego, tzn w pozycji
polsiedzacej przyciagalam kolana do brody i troche parlam. W miedzyczasie Gosia
podgolila troche wlosy na wzgorku lonowym. Poniewaz taka pozycja mi nie bardzo
odpowiadala, zaczelismy spacerowac po pokoju i w czasie skurczu kucac i przec.
To bylo efektywniejsze i glowka wstawila sie. Moglysmy przeniesc sie na lozko i
zaczac wypierac dziecko. Rodzilam w pozycji polsiedzacej i w czasie skurczu
przyciagalam kolana do brody, a maz przyciskal mi glowe do klatki piersiowej.
Po dwoch takich skurczach pomyslalam, ze bedzie ciezko, ale Gosia poprosila
druga polozna do pomocy. Pani ta po prostu tylko polozyla mi reke nad
brzuszkiem, aby wyparta juz troche corcia nie cofala sie do srodka. Po
nastepnym skurczu Gosia wziela moja reke i dala mi pomacac glowke, ktora juz
sie czulo i wtedy wiedzialam, ze przy nastepnym skurczu juz urodze. I fakt
zobaczylam czarna glowke miedzy nogami, ktora nagle lypnela do mnie okiem.
Gosia zabronila mi przec, przekrecila glowke i juz bez zadnego parcia Zuzia
byla na swiecie. Byla 6.00, czyli godzine od naszego przyjazdu do szpitala.
Zuzia darla sie, Gosia owinela ja w recznik i polozyla mi na brzuchu a dumny
tata przecial pepowine. I tak coreczka sobie lezala, ja dostalam zastrzyk z
oksytocyny na urodzenie lozyska (bo nie mialam zadnej kroplowki) oraz pobrano
mi krew na WR. Lozysko wyszlo samo (nic juz nie parlam). Gosia obejrzala je i
pokazala nam. Potem zabrala sie za szycie. Nie bylam nacinana, ale mialam
malutkie pekniecie sluzowki I stopnia, na ktore dobrze byloby zalozyc 2 szwy.
Dostalam zastrzyk ze znieczuleniem i Gosia szyla (nie bolalo wcale). Jedyna
rzecz, ktora byla nieprzyjemna, to, ze badala, czy nie mam zadnych pekniec w
odbycie, ale ladnie uprzedzila, ze musi mi wlozyc palec w pupe. Zuzia caly czas
szycia lezala mi na brzuchu owinieta w pieluszki i kwilila. Po szyciu maz
zabral corke na wazenie, mierzenie i ogladanie przez pediatre a ja w tym czasie
mialam cwiczyc miesnie Keagla, czyli jakby wstrzymywanie siusiu. Jedyna rzecz
nieprzyjemna, to polozna z calej sily naciskala mi na brzuch, aby zmusic macice
do obkurczania i wtedy polecialo troche krwi. I to byla praktycznie jedyna
krew, jaka widzialam, pokoj w zadnym razie nie przypominal rzezni, a porod
krwawej jatki. Dostalam tez woreczek z lodem miedzy nogi, bo mialam opuchniete
krocze. Maz z cora wrocili i pierwszy raz przy pomocy Gosi przystawilam ja do
piersi. Lezalysmy a mala uczyla sie ssac. O 8.00 po 2 godz od porodu Gosia
pozwolila mi wstac i weszlam do wanny wziac prysznic. Kazala mi wtedy tez
pierwszy raz zrobic siusiu, troche pieklo. Ona w tym czasie ubrala dziecko i
przelozyla do szpitalnego lozeczka na kolkach. Po kapieli zalozylam czysta
koszule, podkladke Belli miedzy nogi i zjadlam sniadanie i wypilam herbate.
Gosia zmierzyla mi cisnienie i temperature. Potem ponownie siedzac na fotelu
przystawilam dziecko do piersi. O 8.20 samodzielnie przeszlam i przejechalam
winda na II pietro na poloznictwo a maz ze mna pchajac wozek z dzieckiem. Nie
bolalo mnie siadanie, wstawanie, chodzenie. Sama od razu wszystko robilam przy
sobie i przy dziecku.
To tyle, kazdy porod wiec jest inny.



Temat: Rozne moje wywody... :-)
Rozne moje wywody... :-)

Poniewaz od co najmniej tygodnia mam obsesje dotyczaca tego,
ze tyje, ze mam wielki brzuch i tylek, postanowilam sie zmierzyc.
To, co pokazal centymetr zaskoczylo mnie i zdenerwowalo.
W udach,posladkach,biodrach,nie zmienilo sie nic (na szczescie
nie w gore, ale niestety tez nie w dol), natomiast brzuch -
jakis koszmar. Roznice w pomiarach dokonywanych o roznych porach
dnia siegaja 10cm!!! Wiec ile ja mam w pasie w koncu? Ktory pomiar
jest wlasciwy? Czy to jest normalne??? Przeraza mnie to, bo rano
brzuch mam w miare plaski (hlehlehle), natomiast wieczorem - cos strasznego.
Nic z tego nie rozumiem. Poniewaz ostatnio hormonalnie cos mialam
nie tak to pomyslalam, ze moze po prostu "puchne", bo przeciez
-jak pisalam- waga spada! wiec nie jest to zbyt logiczne, zeby waga
spadala, a centymetrow przybywalo...
Ktos ma cos podobnego???

No. A z innej beczki to poszlam dzis do Cubusa ( w ogole zwiedzilam cale
centrum Blue City ) celem sprawdzenia w jaki rozmiar sie zmieszcze.
Wzielam trzy pary spodni, roznych rzecz jasna, w rozmiarze 42, bo
o 40 nawet jeszcze nie smiem marzyc :-) Z trzech par dwie okazaly sie
idealne, ostatniej nie dopielam i wystawal mi brzuchal :-( A w sumie
to szkoda, bo ladne takie byly ;) W domu co jakis raz zabawiam sie
w proby zalozenia na siebie rzeczy, w ktorych chodzilam dwa lata temu
i - o radosci - przynajmniej polowa jest juz akuratna :-) Wcisnelam
sie nawet w spodnie z Frodo nr40,ale wygladalam dosc komicznie ;-)
Wiec w sumie jest coraz lepiej a ja zaczynam sie obawiac, ze popadam
w paranoje. Juz raz to przezywalam podczas tych 4 miesiecy odchudzania
i przeszlo mi po interwencji margolki niezastapionej. Teraz znowu -
ciagle mi sie wydaje, ze grubne, choc to niemozliwe, waga nie klamie.

Aha. No i bylam dzis w Decathlonie tez i ogladalam sobie bieznie,
tak z ciekawosci, ile musialabym zaplacic zeby moc sobie cwiczyc
w domu, jak Wy na rowerkach (jak mowilam, niestety ze wzgledu
na kolana kwalifikujace sie do operacji nie moge jezdzic na rowerze :( )
No i okazalo sie, ze niestety baaardzo duzo... Wiec
poprzestane na darmowym bieganiu w parku i ew. silowni :-)))

Chcialam tez napisac o pomaranczowej serii Lirene (antycell).
Wiec :polecam,polecam,polecam. Naprawde w tej cenie chyba
nie mialam nigdy nic lepszego. Wczoraj dostalam jeszcze peeling,
ktorego mi brakowalo - swietny jest.

A z rzeczy nie majacych nic wspolnego z odchudzaniem to
dostalam krem Vichy Thermal Fix2, ktory nawilza po prostu wspaniale-
jak zaden inny krem z tych, ktorych uzywalam!
Super,naprawde jestem zachwycona.

No to chyba tyle, wiem, ze mase roznych tematow, ale czasami
kiedy nie ma mnie przy komputerze mysle sobie o roznych rzeczach
ktore chcialabym Wam tu napisac i potem wynikaja z tego takie oto listy...

buziaki dla wszystkich!
pozdrawiam
nadja

ps

A co sie tyczy korkow z angielskiego, to mam mase zainteresowanych
a...dzis zadzwonila do mnie pani, ktora kiedys mnie uczyla ang
i poniewaz zmienia profesje to chce mi swoich uczniow oddac :-)
Suuuuper, szkoda, ze nie moge wziac zbyt wiele osob ze wzgledu
na kosmiczne godziny zajec na studiach, ktorych jeszcze nie znam,
ale z doswiadczenia wiem... no super. ciesze sie.
sorry za zanudzanie! :-)))




Temat: Mistrz rozkroku i przykucania. Siłownia
Zdaje się,że "rozbijam" wyłącznie męskie towarzystwo:).Jak
słyszę, że facet ma w bicepsie 28 cm, to śmiać mi się chce
(przepraszam autora),no chyba ze jest Robertem Korzeniowskim,
nie ma grama zbędnego tłuszczu i 166 cm wzrostu.Sama mam tyle w
bicku od 10 lat.Zgadzam się, że ciężka i mądrą pracą można dojść
do dobrych wyników.Jest jeszcze jeden czynnik, o którym nikt
chyba nie wspomniał - genetyka.Od tego bardzo wiele zależy,
jeśli chodzi o rozwój mięśni.Mój tata miał w swoich najlepszych
czasach(jakieś 35 lat temu:) miał ok. 40 w bicepsie i na pewno
nie koksował,tylko codziennie ćwiczył i dobrze jadł - taki
typ "chudy,ale byk:)".W szkole średniej przez 2 lata trenowałam
wioślarstwo i bardzo szybko było u mnie widać efekty.Od razu
dodam,że nie wyglądam(łam) jak rosyjskie wioślarki sprzed
lat:),ale wtedy martwiłam się,że mam za dużo mięśni.Kiedy
skończyłam z wioślarstwem obiecałam sobie nigdy więcej nie
trenować z obciążeniem.Dziś wiem,że to najlepszy sposób na
kształtowanie sylwetki.Na szczęście moda się zmieniła i "w
cenie" są ładnie umięśnione kobiece ciała, a ja cieszę się ,że
już po miesiącu treningu wyglądam dużo lepiej.Czym zresztą
wprawiam w zakłopotanie większość kolegów z pracy:)- bo mam
umięśnione ręce i płaski brzuch,a oni nie.W ogóle jakakolwiek
regularna aktywnośc sportowa jest w Polsce ciągle dziwnie
odbierana.Potwierdza to artykuł W.Nowaka.To,co przedstawił, to
karykatura siłowni i sportu w ogóle.Jasne,że koksy istnieją i to
mocno w takich miejscach,ale to tylko fragment
rzeczywistości.Dlaczego w słowniczku pakera jest tylko o
koksach, a nic o samym trenowaniu? (np. o seriach, powtórzeniach
cyklu, martwym ciągu,diecie,itp.).Siłownia i sport uczą
dyscypliny i charakteru.Ktoś, kto nigdy niczego nie trenował,nie
zrozumie tego.Że o np. 16 nie ma dla mnie nic ważniejszego niz
trening.Lepiej siedzieć przed tv i wciągać pizzę,a potem mówić,
że zrowie już nie to co kiedyś.Ja wstydziłabym się przyznać,że
nigdy nie byłam na siłowni,a jestm kobietą i mam 29 lat, a nie
44.Zresztą znam środowisko dziennikarskie i wiem jak wyglądają
dziennikarze i ich tryb życia i odżywiania się.Mam przyjaciółkę
dziennikarkę, która dwa razy przgotowywała się do debiutów
kulturystycznych (atrakcyjna,szczupła,zgrabna).Dla redakcyjnego
grona to był szczyt dziwactwa.
Tony napisał o "normalnie wyglądających".Ale co to znaczy
normalnie wyglądać?Bo u nas to jak ktoś ma wielki brzuch,albo
gruby tyłek to to jest normalne,ale jak jest przypakowany, to
już nie.Kolega od 13 lat "pakuje",przy okazji skończył
medycynę,ale kiedy po studiach szukał pracy w firmach
farmaceutycznych,to jego wygląd nie ułatwiał mu sprawy.To nic,że
jest kumaty,wykształcony,przyjaźnie nastawiony do świata i ludzi
(i przystojny:))).Jest inny,a to przeszkadza.
Poza pracą zawodową obracam się w kręgu sportowców,więc dla mnie
normalnie wyglądający facet jest duży i umięśniony (oczywiście
bez koksów).Dlaczego cherlaki i tłuściochy chcą nam zepsuć
samopoczucie? Bo nam zazdroszczą? Bo im się nie chce ruszać?
Jeśli chodzi o ryzyko związane z reprodukcją koksiarzy,to
jasne,że ono istnieje,ale myślę, że problem jest szerszy.Ilu
jest naprawdę zdrowych fizycznie i psychicznie ludzi, wśród
tych,którzy decydują się na dziecko?A co z palaczami papierosów
na przykład? Dają swoim dzieciom w prezencie zwiększoną
skłonnośc do alerii itp. itd.
Pozdrawiam wszystkich niekoksujących pakierów:))!!!!



Temat: Kartkówka z WF?!
Kartkówka z WF?!
Za www.lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/303960.html

Kartkówka z... wf.

Środa, 1 października 2003r.

Na lekcje wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 83 dzieci przynoszą
strój sportowy i... zeszyt.

– Byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że syn potrzebuje zeszytu na wf., a
jeszcze bardziej, gdy usłyszałam, że może mieć z tego przedmiotu kartkówkę –
mówi mama jednego z czwartoklasistów.

– Realizuję program zatwierdzony przez Kuratorium Oświaty, a znajduje się w
nim również dział wiadomości, które uczniowie mają przyswoić – twierdzi
Małgorzata Łubgan, nauczycielka wychowania fizycznego. – Zeszyt służy
dzieciom przez trzy lata. Zapisują w nim przepisy niektórych gier i zabaw
zespołowych – koszykówki, siatkówki, kometki, dwóch ogni czy ringo. Przyda im
się to, np. gdy zechcą zorganizować podwórkowy turniej koszykówki.

Ponadto w uczniowskich zeszytach do wf. mogą pojawić się wiadomości o różnych
dyscyplinach sportu, ruchu olimpijskim oraz sprawozdania z wycieczek, m.in.
do Muzeum Sportu. Dzieci odnotowują także swoje sportowe osiągnięcia i
porównują postępy w rozwoju fizycznym.

W czasie pisania dzieci kładą się na parę minut na brzuchu na podłodze. – To
jest zdrowa wygodna, pozycja – zapewnia nauczycielka.

Z wiadomości z wychowania fizycznego przewidziane są kartkówki. Jedno z
poleceń może brzmieć np. „Podaj komendy startu niskiego”. Mimo tych
niecodziennych urozmaiceń, na wychowaniu fizycznym dzieci przede wszystkim
jednak ćwiczą – biegają, skaczą, grają w piłkę.

– Ideą zajęć wychowania fizycznego w szkołach jest rozwój sprawności
fizycznej dzieci, a nie robienie notatek i uczenie się w teorii zasad gier –
mówi Jadwiga Jakóbczyk, dyrektor wydziału kształcenia podstawowego i
gimnazjalnego łódzkiego kuratorium oświaty. – Jednak sposób pracy określają
sami nauczyciele, a wewnątrzszkolny system oceniania każda placówka tworzy
sama. Jeśli cokolwiek budzi wątpliwości rodziców, powinno zostać omówione z
nauczycielem, wychowawcą czy dyrektorem szkoły.

No i fajnie: znajomość przepisów gier zespołowych pewnie się przyda. Ale:
- zapisywanie ich w pozycji leżącej na brzuchu jest idiotyczne i niewygodne,
co najwyżej zmniejsza ilość pracy dla sprzątaczek.
- wrąbywanie na pamięc przepisów czy komend startu niskiego jest idiotyzmem
do kwadratu
- lekcje WF mają zapewniać dzieciom ruch, a nie być kolejnymi godzinami
pisania.

Droga Redakcjo! Zarządzenie nauczycielki z tej szkoły zgłaszam do konkursu
na "Bzdurę roku". Sądzę, że ma ono spore szanse, a złoty sedes będzie ładnie
wyglądał między (zapewne nielicznymi) pucharami z zawodów sportowych.

pozdrawiam



Temat: dzieci z września 2004
Hej! Witam w poniedziałek! Dzionek zaczął się ładnie, ale teraz już zrobiło się
szaro :– Ja się znów nie odzywałam przez 2 dni, ale miałam szkołę no i w końcu
byłam nawet na 2 wykładach :– Muszę się wziąć ostro za robotę i z promotorką
się umówić (mnie też czeka pisanie pracy:–

Veronia – trzymam kciuki żeby inny lekarz rozwiał wszelkie wątpliwości i
potwierdził, że wszystko OK. Może rzeczywiście rehabilitacja będzie konieczna,
ale nie martw się – na pewno wszystko będzie dobrze!!! Ucałuj malutką ode
mnie!!!!
Ja się zgadzam, że panikować nie można i że VOJTA jest okropną metodą (dlatego
nie męczymy synka tak często jak powinniśmy), ale skoro neurolog i rehabilitant
tak uznali (a byliśmy u nich z tzw. „polecenia” i po znajomości) to chyba było
to niezbędne. Wtedy Mateuszek rzeczywiście bardzo słabo podnosił główkę i prawą
rączkę miał bardzo słabiutką. Ale zrobił ostatnio duże postępy w podnoszeniu
główki na brzuszku, choć nie wiem czy to dzięki ćwiczeniom na brzuszku i
Vojcie, czy po prostu do tego „dorósł”. Jednak jeszcze ma słabe rączki i słabo
je podciąga, żeby sam się podnieść – trzeba mu pomagać. Za to już się próbuje
przekręcać z plecków na brzuszek no i rwie się do siadania jak szalony :–
A’propos basenu to fajny pomysł – gdzieś chyba jest we Wrocku – muszę się
dowiedzieć.

Ewciu z tymi farbami to tak jest :– Ja teraz kupuję tylko w sklepie
fryzjerskim Wella Touch – jest delikatna i zawsze się sprawdza! Polecam.

Ddorcia – całuski dla Michałka – jutro kończy 3 miesiące!!!!! No a mój
Mateuszek i Franek Carolline 1–go grudnia!!! Oj jak to zleciało.....

Mój syneczek zrobił się ku mojej uciesze strasznym nocnym śpiochem – dzisiaj
jak zasnął przed 1–szą w nocy to obudził się po 10–tej rano!!!! Ma to chyba po
mamusi hi,hi :– Tylko szkoda że dopiero od niedawna tak sypia :– Poza tym
jest bardzo pogodny – coraz więcej gaworzy i się uśmiecha. Ja rozumiem coraz
lepiej jego miny i nastroje – wiem kiedy jest głodny, a kiedy zmęczony, lub
kiedy chce po prostu przytulić się do mnie :– Jak patrzę na niego to wciąż nie
mogę uwierzyć w swoje szczęście! Jest taki śmieszny jak chce się dorwać do
cyca – ostatnio wręcz rzucił się na niego i to przez sweter – wyglądało to
przekomicznie – podnosił sam główkę leżąc na boku i „dziobał” mój sweter w
okolicy piersi z otwartą buźką hi,hi :– ))))

Ale się rozpisałam... Całuski dla Was i maluszków! Mam nadzieję, że zajrzę do
Was jeszcze później! PA!!!!

PS> Kurczę - muszę pokombinować z tą sygnaturką!




Temat: dzieci z września 2004
Witajcie Mamuśki!!
Kinga gratulacje i wszystkiego naj naj dla Ciebie i Emilki! )

Berry, ale ty masz dobrze z ta wagą!! Ja przytyłam 11 kilo, po tygodniu chudłam
8 a teraz to nie wiem bo nie mam wagi w domku, ale jakoś chyba nie idzie to juz
tak szybko... Mieszcze sie w przedciążowe ciuchy ale bym chciała więcej
schudnąc. Pocieszam sie że to dopiero dwa i pół tygodnia minęło więc czekam
cierpliwie hihi.
Poruszyłyście dziś temat który mi chodził od rana po głowie, bo chciałm zapytac
czy juz zaczełyście ćwiczyć? I ile po porodzie? Brakuje mi ruchu i musze sie
ujędrnic hihi,a le na razie sie boję czy to nie za wcześnie.

Silvana fajnie że jesteś :0. Pogoda w Gdańsku faktycznie była super w zeszłym
tygodniu, ja tez codziennie chodziłam z Matim na spacer, śpi potem jak
susełek Co prawda teraz w dzien jak nie ide na dwór to sie budzi co godzine -
2 i troche marudzi, chyba mu sie nudzi. No is ie wkurza przy jedzeniu a potem
chyba go brzuch boli jak sie powietrza nalyka. Wczoraj pierwszy raz plakal
ponad godzine, nie wiem co mu było bo objawów typowej kolki nie miał, ale ja
byłam wykończona ( Współczuje mamom bardziej nerwowych i kolkowych dzieci,
mnie ten placz dobija na maksa i zaraz mi sie wydaje że jestem do niczego
mamą skoro nie wiem co mojemu dziecku jest buu!! (Bebewawa to apropos Twojego
snu to samo "głupie" myślenie...)
Mój mąż zabrał mi dół wózka w samochodzie do pracy i jestem uciemiona dzis, a
tak ładnie słońce swieci.... Połozyłam Mateusza w gondoli na balkonie żeby sie
chociaż chłopak przewietrzył, może bedzie miał humor lepszy

Gosiu, głowa do góry, pociesz sie że te chwile z takim maluszkiem szybko lecą i
nie zauważysz kiedy urośnie a wtedy już nie bedziesz na pewno jedyna do opieki.
Tak jak Silvana pisała faceci sie boją takich małych dzieci i nie bardzo wiedzą
co z nimi robić. Może pokaż swojemu mężowi jak przewijać i np. wspólnie kąpcie?
Do tego nasi panowi sa lepsi - większe ręce hihi. Ale ja rez czasem łąpię
takiego doła, tylko nie z powodu nie pomagania a wychodzenia w weekend. Mój mąż
co piątek gdzieś idzie a ja siedzę przywiązana do MAtiego 2 tyg. temu
musiła sie odstresowac po tygodniu pracy, ostatrnio miał imprezę firmową,
ciekawe co będzie teraz ja tez bym hciał wyjśc i sie spotkac z ludzmi, ale
nie teraz - wplałabym żeby on posiedział ze mną wieczorem ... ech, zawsze cos...
Ale będzie lepiej na pewno, dojdziemy do siebie i dzieci tak szybko rosną że
niedługo będzie "normalnie" )) Czego sredecznie Tobie i sobie i pewnie innym
mamom zyczę

A chciałam Was zapytac jeszcze czym przykrywacie na noc szkrabki? Kołdra czy
kocykiem? Mateusza nakrywam dwoma kocykami ale nie wiem czy to nie za mało
jednak. Chociaż i tak większa cześć nocy śpi z nami w łózku, nie chce mi sie go
przenosic po karmieniu i wydaje mi sie że on dłużej śpi jednym ciągiem jak lezy
koło mnie...
Ale sie rozpisałam!...
Pozdrawiam cieplutko
Kasia i Mati(17 dni)




Temat: Kwiecien 2004 :)
garsc nowosci w kilku podejsciach
witajcie!
juz mi sie wydawalo, ze mam chwilke, by cos napisac, a tymczasem Michal sie
zbudzil. to juz kolejne podejscie do napisania postu... moze w nastej probie
sie uda
u nas ogolnie spokoj, Malutki ladnie je, wlasciwie najada sie jedna piersia i
dopiero po odbiciu zaczyna ssac druga tak przez 5-7 minut i zasypia. czasami -
gdy cisnienie sie waha - budzi sie rozzloszczony i glodny po 20 min. ale
zdarzylo sie to kilka razy. generalnie Maluszek jest slodkim, spokojnym
dzieckiem. przesypia w nocy nawet 6 godzin, ale glownie spi po 3-4 godziny. na
spacerach tez zasypia i spi cala droge. lubi sie kapac, uwielbia, gdy sie do
niego mowi, lubi tez sluchac tej samej plyty, ktora wlaczalam mu przez brzuszek.
wczoraj skonczyl 10 dni, a juz trzyma glowke jak starsze dzieci, zaczyna sie
krecic w lozeczku, jest silnym chlopczkiem. no, ale jak sie ma na starcie
prawie 4400g i 62cm... to tak jest.
mamy jedynie problem z gazami - Michas czerwienieje, napreza sie, steka-kweczy,
poplakuje. dzis mamy wizyte pani dr, zobaczymy, co powie.

zosiu - mnie polozna odradzila przemywanie rumiankiem, poniewaz nie jest to
ziele plantacyjne /podobno/ i coraz czesciej zaczyna uczulac /brrr, a ja tak
robilam przez 1 dzien/, zalecila jakies kropelki, ktorych nazwy sobie nie
zapisalam, ale dzis przychodzi do nas pani dr i moze ona cos zapisze. jesli
tak, dam ci znac, co to bylo.

mnie roznosi energia, ponad 6 miesiecy calkowitego unieruchomienia daje sie we
znaki - forma zerowa, 40min. spacer musze odespac, a wracam zziajana jak po
maratonie. ale w domu robie wszystko, sprzatam, prasuje, gotuje, caly dzien z
Malutkim - tylko ja go przewijam, jest co dzwigac, a rana goi mi sie
rewelacyjnie - przemywam ja kilka razy dziennie woda utleniona i duuuuuzo
wietrze. juz mnie praktycznie nie boli, a lekow przeciwbolowych nie lykam od 5
doby. odczuwam jedynie ciagniecie przy gwaltownych ruchach. po ciazy zostalo mi
4kg do zgubienia. w sumie niewiele, ale na razie wszelkie cwiczenia mam
zakazane. wiec licze, ze Michalek z mlekiem je wyssie.
nasz kot chyba jeszcze nie zalapal, o co chodzi z Michalkiem, boi sie go,
podchodzi na odleglosc kilku metrow, choc bardzo go dziecko interesuje. gdy
Maluszek sie poruszy albo cos sobie zakweka, kot-Klopot juz stoi w drzwiach,
ale nie wchodzi. ciekawe, jak bedzie dalej.
mam pytanie do dziewczyn karmiacych - ile mleka i nabialu jecie. mnie uczulono
i kazano ograniczyc je do szklanki-dwoch mleka na dzien albo 2 plasterkow sera.
jesli chodzi o jedzenie to, powoli zaczyna mnie nudzic na mysl o marchewce i
musie jablkowym. dzis na obiad bedzie losos z folii, istna uczta!!! a podobno
zawiera najwiecej tluszczu DHA, a to dobrze na mozg dziala.
aha! a jakie dzemy jecie?

ufff, udalo sie!!!
pozdrawiamy cieplo mamy zmeczone i wypoczete, zyczymy sily i radosci,
do nastepnego razu!
contra i spiacy blogo Michalek



Temat: Termin na 25 maja - ciąg dalszy naszych historii !
Witajcie.

Monika przeczytałam całyyyy post, bardzo ciekawe rzeczy mówiła ta
pani.Dobrze,że poszłaś z Zosią-ty jesteś spokojniejsza- no a my troche
skorzystamy z uwag.

Jejku tyle sie nazbierało,że nie wiem o czy najpierw pisać.

Pierwsze, tak zupełnie pomijajac dzieciowy temat zakochałam się w Decoupage,
na razie tylko ogladam ale juz dojrzewam do pracy!!!
A zaczęło sie od tego,że znalazłam to forum:
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=1111
Uwielbiam takie cudeńka-zobaczymy tylko jak bedzie z realizacja.
Ostatnio zreszta miewam różne dziwne pomysły....

Monika odkryłam pewny sposób na mojedo niejadka.Może na Zosie też
poskutkuje.Pierwsze to stałe pory posiłków.Obiadek daje koło 13,30-14; tak jak
dziecko juz trochę głodne ale jeszcze nie śpiące.Nie gotuje sama ale robie
mieszanki.Przede wszystkim u nas sprawdził się rewelacyjnie kurczak.Kupuje
pierwszy przecier gerbera-kurczak, dodaje marchewki bobo Vity i troszkę
jabłuszka i to jest nasza zupka.Nie powiem nawet mi wydaje się smaczna no i są
efekty-otwarta bużka! Nie są to jeszcze jakieś rewelacyjne ilości ale powolutku
idziemy do przodu.Teraz jesteśmu juz na etapie zupki z kurczakiem takiej z bobo
vity, ale i tu dodaje trochę deserku.

Chyba odkryłam po czy Marta miała wysypke.Niestey zdarzyła sie jej jeszcze pare
razy-ale na szczęscie w postaci paru punkcików.Winne jest chyba mleko-to z
kaszki, ale i tez jogurty która ostatnio zjadłam w ramach eksperymentu.

Spanie jest ostatnio dość męczące.Po pierwsze do godziny 2 nie moge usnąć!!
Jestem zmęczona ale nic,zero snu!! Marta wtedy ślicznie śpi-od 20.Kiedy
czuje,że już zaraz usne mój anioł budzi się a właściwie przekręca się przez sen
na brzuch-rozgląda sie z zamkniętymi oczyma i konczy to wszystko rykiem :-
(.Następuje karmienie i próbu odłożenia do łóżeczka, czasem sie udaje, ale jak
mała obudzi się koło 2 i potem pospi do 4 to wiem,że kolejne pobudki bedą co
godzine! W końcu ląduje w łóżku- a ja śpie oczywiście z jednym okiem otwartym :-
/.Rano budzi sie koło7-8 super wyspana a ja jestem jak zoombie.Dostaje furę
zabawek do łóżka a ja próbuję uniknąc jej kopniaków i uderzen zabawkami- i tak
łapie jeszcze godzinke w łóżku.
A juz tak pieknie spała....

To może reszte w skrócie 3 mamy po 2 kropelki i cieme ładnie zarasta.

Co do ćwiczeń to zupełnie rozumiem, ciężko z takim maluchem ,żeby nie
skapował,że to praca.

Karmienie nocne u nas pozostaje-inaczej nikt w tym domu sie nie wyspi.

Chyba jdę spać... tzn połozyc się....juz mi sił brak...

Monika wytrwałości w pisaniu!!

pozdrawiam papapapapap

Moja Marta kochana i jej wielgaśne zdjęcie.

A co do podobieństwa to chyba mała podobna jest najbardziej do dziadka-mojego
taty, chociaz zdania w rodzinie podzielone.Jedno wiem na pewno do mnie to ona
na pewno nie jest podobna.





Strona 3 z 4 • Znaleźliśmy 207 rezultatów • 1, 2, 3, 4
 
Copyright 2006 MySite. Designed by Web Page Templates