|
|
 |
| Czytasz wiadomości wyszukane dla frazy: Ćwiczenia na ładny brzuch |
 |
 |
Temat: 9miesięcy,nie siada
Witaj,
mój synek ma w tej chwili 14 miesięcy i sam siada z czworaków, ale sam do pozycji czworaczej nie wstaje. Ja muszę go do niej sprowadzić. Jak już sam usiądzie to siedzi bardzo pewnie. Jak miał 9 miesięcy też nie siedział tylko przewracał się z pleców na brzuszek. W drugą stronę zaczął się przewracać jak miał chyba z 11 miesięcy. W tej chwili pełza w kółko i trochę do tyłu. Uwielbia chodzić za rączki ale jak już puszczę jedną rączkę to sztywnieje. Przy kanapie bardzo ładnie sam stoi ale już nie porusza się przy niej tak jakby się czegoś bał. Od 6 miesiąca życia rehabilitowany. Najpierw przez 6 tygodni Vojta a później i do teraz NDT Bobath 2-3 razy w tygodniu. Czasami żałuję, że zrezygnowałam z Vojty bo nachodzą mnie myśli, że gdybym przy tamtej metodzie została to może synek chodziłby już normalnie. Ale w sumie nie to jest najważniejsze. Liczy się też rozwój emocjonalny, który przy metodzie Vojty może być różny ze względu na brutalność tych ćwiczeń. Są dzieci, które Vojtę znoszą bardzo dobrze. Tzn. płaczą jak wszystkie na ćwiczeniach ale zaraz po ich zakończeniu uspokajają się i są pogodne. W przypadku mojego synka to była tragedia bo wpadał w straszną histerię. Darł się, czerwieniał, dostawał bezdechów i tak aż do zaśnięcia ze zmęczenia. Nie potrafiłam tego znieść. Przy NDT Bobath też płakał na początku ale po jakichś trzech tygodniach już było OK. Ze względu na opóźnienie mojego dziecka strasznie wariowałam ale teraz już wyluzowałam. Na wszystko przyjdzie czas. Nie zaprzestaliśmy rehabilitacji ale nie czekam na te efekty z jakąś taką straszną nadzieją. Będzie co będzie. Trzeba się cieszyć z postępów nawet jak są niewielkie. Ważne, że w ogóle są. Gdybyś chciała pogadać na priva podaję ci mój numer GG 1956896 lub pisz na bucia34@gazeta.pl. Fajnie czasem pogadać z ludźmi, którzy mają podobne problemy, a nie dołować się patrząc na inne dzieci, które w tym czasie robią dużo więcaj niż nasze pociechy. Pozdrawiam Aga
Temat: Piekne polskie dziewczyny
Gość portalu: Tomek/USA napisał(a):
> Przejrzalem wasze uwagi na temat urody Polek. Jest tu duzo prawdy- nie ma > ladniejszych, efektowniejszych kobiet w zadnym innym kraju. > Co jest jednak ciekawe , w Polsce nie ma zwyczaju pielegnowania urody, > szczegolnie po tym jak kobieta zaklada rodzine i rodzi jakies potomstwo, tyje > co najmniej 15 kilogramow, momi ze dziecko wazy tylko 4-5 kg, reszta idzie w > brzuch i uda itp. a pozniej sie nie przejmuje i udale mame i zone ktora nie > musi juz o siebie dbac, bo jest taka zapracowana. > I tutaj Polki sa przescigane przez inne nacje. > W krajach gdzie kobuety wygladaja jak ropuchy, przede wszystkim - Anglia- w raz > > ze starzeniem kobiety nabieraja troche starczego wdzieku- szkoda ze dochodzi do > > tego w wieku 70-80 lat. I tutaj wygladaja bardziej zadbane niz Polki, Czeszki > czy Wegierki. > POLKI- POZDROWIENIA ZZZA OCEANU- JESTESCIE SUPER, ALE NIE PRZESTAWAJCIE DBAC O > SIEBIE. > > BYE > TOMEK Tomku drogi! Jako osoba niezamężna nie byłam gruba. Po 19 latach od zmiany stanu cywilnego i urodzeniu 3 tłustych dzieci ważę 6 kg mniej. Jasne, że dbam o siebie, ale ta "dbałość" polega głównie na niedbaniu o to, co chciałabym zjeść / a nie stać mnie finansowo/ i codziennych /a raczej nocnych / ćwiczeniach. Robię to głównie dlatego, że mam bardzo ładne ubrania i nie miałabym możliwości nabywać takich samych w coraz większych rozmiarach. Myślę, że ze swoim zadbanym ciałem i fryzurą czułabym się tak samo nieźle ważąc nawet 10-15 kg więcej. Najważniejsze, żeby człowiek czuł się dobrze sam ze swoim wnętrzem - co do innych - wystarczy, aby nie raził ich poczucia estetyki.
PS. Też jestem bardzo zapracowana. Oprócz odpowiedzialnej pracy zawodowej sama zajmuję się domem i potomstwem. Mąż zmienił gust i teraz lubi panie typu "szafa trzydrzwiowa z lustrem", nadgryziona zresztą zębem czasu.I niedoczyszczona. Sam w tym amerykańskim raju dorobił się gigantycznego brzucha i stylu typu łazęga /nie z biedy/. Na lotnisku dziecko poznało go po głosie. Pozdrawiam
Temat: Dieta odchudzająca w ciąży???
Witaj! Jestem "na końcówce" bo od dziś 39 tydzień i jak do tej pory cos ok 15 kg (z czego ostatnie 4 w przeciagu miesiąca - i tu podejrzenie o zatrucie ciązowe.... na szczęście nie jest źle )Przyrost wagi to rzecz indywidualna u każdej kobiety... Jedne tyja od poczatku (tak było ze mną-nie wymiotowałam i każdego miesiąca kg lub 1,5 przybywało mi na wadze) inne chudną gwałtownie (nawet o 3-4 kg) w pierwszych miesiącach... Wiem że cięzko pogodzic się z fałdkami tu i ówdzie z obfitymi posladkami i rosnacym brzuchem... ale takie są "uroki" ciąży... Nie możesz przestać jeść i przejść na diete odchudzająca bo w tym stanie robić tego nie wolno! Jedyne czego możesz spróbować to (oczywiście po konsultacji z lekarzem!) ćwiczenia dla ciężarnych lub... basen(ponoć czyni cuda i dobrze wpływa również na kręgosłup i stawy!)... Ja mimo tych kilogramów nie czuję sie gruba bo jakoś tak gdzieś (nie wiem gdzie nawet) to wsiakło gdy brzuch zaczął rosnąć... i tylko wskazówka na wadze tkwi uporczywie w poblizu 80- tki a brzuchol mam zadarty i taaaaaaki do przodu wiec mysle że tu się "schowały" moje kilogramy ! Poczekaj cierpliwie może gdy u Ciebie zacznie gwałtownie rosnąć i być widoczny "z dnia na dzień", "wyssie" z Ciebie te kragłości (tak było ze mną -choc powtarzam to indywidualna sprawa każdego organizmu!)a do tego czasu spacery,owoce,warzywa i optymistyczne spojrzenie na siebie w lustro...(na bladość ciemniejszy podkład lub odrobina samoopalacza nie zaszkodzą a Tobie poprawia humor!)! Mam nadzieje że choć troche Ci lżej;- )?! Jeszcze góra naście tygodni i "weźmiesz się za siebie" !(albo maluch Twój to zrobi hehe) Trzymaj się ciepło i odżywiaj zdrowo nie "za dwóch" a "dla dwojga"! POWODZENIA! Becia i 39 tygodniowy 100%chłopak albo...ładna dziewczyna !
Temat: jak sobie poradzic ze mna???
jak sobie poradzic ze mna??? Witam wszystkich!!! Mam 19 lat i duze problemy z jedzeniem.Nie wiem za bardzo od czego zaczac. Moj problem jest bardziej zlozony niz mi sie wydawalo na samym poczatku.Czytajac posty na tym forum zrozumialam jednak,ze wiele spraw,ktore ja uwazalam za niewazne,wiele problemo,ktore mysalalam ze sa tylko moimi problemami i tylko sama moge a raczej musze je rozwiazac,to rowniez problemy moujej rodziny. Moj problem zaczal sie jak mialam gdzies 12 lat i wtedy pierwszy raz zaczelam sie odchudzac.Od tamtej pory nie pamietam czasow ,zebym sie nie odchudzala lub miala zamiar wlasnie przejsc na diete.Gdy mailam 15 lat przebylam ciezka operacje kregoslupa i wtedy tez zaczelam restrykcyjan diete .To byl poczatek anoreksjii.Mialam ja okolo 2 lata pozniej przerodzilo sie to w kompulsywne jedzenie.Teraz walcze z bulimia a raczej jej poczatkami(wymiotuje raz na 2-3 dni).Caly czas jednak zdarzaja mi sie "rzuty"kompulsywne ,zwlaszcza wieczorem jak wszyscy w domu juz spia i wiem ze nikt mnie nie przylapie.Myszkuje po wszystkich szafkach w poszukiwaniu czegokolwiek.Probuje tez te strary jedzeniow ukryc by nikt sie nie zorientowal.Boje sie jednak ze rujnuje swoj organizm. Nie wiem juz co mam robiic.do rodzicow niemoge sie zwrocic bo uwazaja ze z tym nalezy sobie radzic samemu tylko by na mnie krzyczeli a i tak mnie z jedzeniem teraz bardzo pilnuja. nigdy nie bylam gruba nie mialam tez nadwagi.byl czas ze wygladalam gorzej z powodu nadmiaru walkow na brzuchu itp.teraz cwicze 6 razy w tygodniu na ostrym aerobicu ale caly czas sie boje ze przytyje.od tego aerobicu sie tez troche juz uzaleznilam. nie lubie gdy ktos moiw mi ze ladnie wygladam nie lubie gdy rodzina mow"ladnie wygladasz teraz utrzymaj to bo kiedys to bylo...". na forum przeczytalam ze jedzeniem czlowiek zastepuje sobie brak bliskosci.moze i to jest prawda bo ja nie mam i nie mialam chlopaka.nie wiem wlasciwie dlaczego caly czas wydaje mi sie ze ze mna jet cos nie tak.ze jestem za gruba za niska nie mam dlugich blond wlosow,duzych oczu itp. z drugiej strony wiem tez ze dbam o soebie i brzydka nie jestem.caly czas jednak mysle ze jeszcze na nikogo nie zasluguje.chcialabym bardzo miec kogos blis,iego ...juz mnie to wszytsko przytlacza... co mam robic poradzcie mi bo juz jest mi tak ciewzko...wiem wiem ze nie mam na co narzekac mam co jesc w co sie ubrac...ale i tak nie potrafie byc szczesliwa,moj nastroj uzalezniony jest tylko i wyl;acznie od mojego wygladu....HELP czasami czuje sie taka powieszchowna pozdrawiam wszytskich!!!
Temat: Wzmożone napięcie mięśniowe -objawy-POMOCY!!!!
Wzmożone napięcie mięśniowe -objawy-POMOCY!!!! Moja (teraz 2,5miesięczna)córka odkąd skończyla 14 dni jest bardzo niespokojna. W dzień śpi najwyżej 2 godziny "w dawkach podzielonych". Usypianie to istny koszmar.Trzeba ją bujać zamaszyście w foteliku samochodowym i nie przestawać bo zaraz się budzi. Lekarka z rejonu przepisywała nam coraz to nowsze syropki na kolkę które nic nie pomagały. Córka pręży się stasznie stęka i jęczy. Karmienie jej to koszmar bo wierci się puszcza pierś i popłakuje, a potem zachowuje się jakby nie mogła jej uchwycić. W nocy natomiast śpi dość ładnie (najpierw trzeba 2 godziny usypiać)i budzi się ze 2 razy na cyca. Choć zdarzają się noce że nie śpi np od 2 do 5, ale to sporadycznie. Najfajniej jest rano po przebudzeniu. Córa jest wtedy odprężona i zrelaksowana. Gaworzy i zaczepia. Skupia wzrok na zabawkach, wodzi za nimi i się śmieje. Tak jest aż się zmęczy bo wtedy znów się zaczyna. Dziś byłam u 3 lekarza prywatnie. Bardzo polecana pani doktor(prywatna) stwierdziła że mała ma coś z napięciem mięśniowym. Leży niespokojnie machając wyprostowanymi rączkami. Połozona na brzuchu podnosi głowe ale ręce rozrzuca na boki i też nimi macha. Przy leżeniu na brzuchu unosi także pupę do góry.Kiedy ułozy się jej ręce tak żeby się opierała na przedramionach przewraca się w lewo. Mam skierowanie na rechabilitację, a pan doktor pokazała nam kilka ćwiczeń które mam powtarzać 5 razy dziennie. Dodam że córka miała zrobiony posiew moczu - wyszedł jałowy. Miała też późną żółtaczkę ( w 5 tyg wynik 7) W ciązy miałam skurcze od 8 miesiąca, a w czasie porodu małej zanikało tentno i była 2 razy okręcona pępowiną ale dostała 10pkt. Zosia pięknie przybiera na wadze (w chwili urodzenia 3550g,przy wypisie 3400g a teraz 6060g). Powiem szczerze że ucieszyłam się że coś znaleziono bo do tej pory czułam się bezsilna, a teraz wiem że będę mogła jej pomóc. Jednak moja koleżanka(jej mama jest rechabilitantką) powiedziała że takie objawy (niepokój, prężenie, brak snu)to nie z winy napięcia mięśniowego i powinnam ją diagnozować w kierunku refluksu (córka nie ulewa ani nie wymiotuje). Miałam nadzieję że to będzie koniec poszukiwań i skrupulatna rechabilitacja przyniesie dziecku ulgę a teraz znów niepewność...
Temat: szukam mam, których dzieci przeszły WNM
Mam również problem ze WNM.Synek skończył właśnie 4 miesiące.Po powrocie ze szpitala zauważyliśmy że cały czas przekręca główkę w prawo.Na usg bioderek lekarz stwierdził że cały wygina się w literę c, nie trzyma główki i ma obniżone napięcie mięśniowe.Zlecił instruktarz- zajęcie odbyły dwukrotnie.Nauczyliśmy się wówczas jak prawidłowo nosić małego, przewijać itd.Generalnie dużo uładać na brzuchu.Po tygodniu instruktorka stwierdziła znaczną poprawę. Szymon bardzo ładnie trzymał głowę i generalnie było ok,asymetria też się zmniejszyła.Poszliśmy ponownie do lekarza który nie zlecał już kolejnych zajęć tylko wizytę kotrolną za następne 3 tygodnie.Pojawiliśmy się ponownie u lekarza a ten stwierdził tym razem że asymetri już nie ma już w ogóle za to teraz mały ma WZM.Wywinął przy nim pare mostków z klasycznymi odgięciami głowy do tyłu.Szymon nie uleży spokojnie-cały czas wierci się kręci, macha nogami i rączkami.Od samego początku nie był spokojnym dzieckiem ale teraz mam wrażenie że z miesiąca na miesiąc jest gorzej.Chwilę leży i za moment stęk, płacze.Trzeba co chwile zmieniać mu pozycje.Najlepiej i najspokojniej czuje się jak go nosimy, ale ileż można go nosić.Codziennie przyjeżdza do mnie teściowa na zmianę z moim tatą bo sama nie daję rady z małym.Już Nie wiem czy to WNM czy przyzwyczajenie do noszenia.Po całym dniu jestem wykończona ja i moi pomocnicy.Teraz znów chodzimy na instruktarz, w tamtem czw instruktorka stiwerdziła że ma napięcia i najlepsze dla niego byłyby zajęcia a nie instruktarz.W ten czw idziemy do niej ponownie.Staram się z nim ćwiczyć w domu ale nie jest łatwo.Muszę wyczekać naprawdę dobry moment-kiedy ma humorek, najlepiej niedługo po jedzeniu.Bo jak zaczyna marudzić to nici z ćwiczeń.Codziennie masuję go, ale za tym mały też nie przepada.Może on ma po prostu taki temperament.Znajomi którzy mają dziecko twierdzą że przesadzamy z mężem i niepotrzebnie latamy po lekarzach, a mały po prostu taki ma charakterek i że go rozpuściliśmy.
Temat: Czy tak jest dobrze?
Dzięki za odpowiedź:) Idzie 3 tydzień, mam 2 kilo mniej, to chyba działa:) Co do wstawania rano to jestem typem skowronka, wczesnie wstaje codziennie, nawet w niedzielę, pływam na czczo, czy pływanie to trening aerobowy? Później jadę do pracy na 8 i zjadam tam lekkie śniadanie, płatki z jogurtem, staram sie nie dopuszczać do uczucia głodu, bo chyba nie o to chodzi by sie głodzić? Pytania dalsze, jak ma wyglądać rogrzewka? moze to być 10 minut na rowerku? i czy trening aeorobowy powinien być 50 minut non stop na jednym urządzeniu czy mogę zmieniać np. 25 minut rowerek i 25 minut bieżni? czy korzystniej w jeden dzień 50 minut na rowerku a na następnym treningu 50 na bieżni? Co do przetrenowania, to jak na prawie 30 lat mam niebywałą kondycję:)) 10 lat temu trenowałam judo przez ladnych kilka lat, poźniej nie było czasu, ale kondycja została. Jeszcze jedno , w klubie w ktorym trenuję jest cos takiego jak szybki trening dla ludzi mających mało czasu tzw.Expressway jest to"krótka, siłowa i wytrzymałościowa sesja treningowa, zasady są takie: 10 ćwiczeń zaczynając od dolnej partii ciała przez mięsnie pleców, obręcz klatki piersiowej i barków,biceps,triceps, konczy sie na mięśniach brzucha i grzbietu. ćwiczenia 2- 3 razy w tygodniu, intuicja podpowiada mi że to chyba nie jest trening na wysmuklenie, wymodelowanie sylwetki i obawiam sie nabrać masy mięśniowej? czy mam rację? instruktor mówi, że nic mi się nie stanie, ale mam wątpliwości. Jeśli byś coś wiedział na ten temat to proszę o odp. Dziś o 16. trening:)))juz sie nie mogę doczekać, po raz pierwszy decyduje sie na tzw. spinning 45 minut, poźniej rozciaganie na piłce. Zakończę sauną. Jutro basen na 6 rano, a po basenie tzw. stretch yoga? czy jak pozmieniam trochę urozmaicę o yogę ,spinning to będzie źle? mam ochotę spróbować czegos innego bieżnia i trochę siłowych? obawiam sie tylko tych 25 minut expresway? Pozdrawiam serdecznie i będę chwalić się na bieżąco swoimi osiągnięciami(jeśli będą)
Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
:-))) Hej! No własnie nowe jedzonko u nas okazało sie wielkim problemem. Po ostatniej sobocie, kiedy Amanda znowu przegłodziła sie 6 godzin czekajac na mame postanowiłam, że dość – zaczynamy jeść inne rzeczy niz mleczko. Wybór padł na kaszkę, bo to podobno najłagodniejsze przejście z mleka. I co? – fatalnie. Po pierwsze kaszka kukurydziana przyrządzona wg przepisu z opakowania beznadziejnie rzadka i rozwarstwiona (czy wasze tez tak mają?). Po drugie łyżeczka i butelka są ok. ale... do zabawy, więc po pierwszej łyżce kaszki wszystko wyplute i zacisnięte wargi. Dzisiaj zrobiłam kaszkę mleczno-ryzową, ma lepszą konsystencję i jakiś smak – poszły 3 łyżeczki, może będzie lepiej. Od poniedziałku spróbuję włączyć marchewkę, potem jabłuszko i soczek. Zobaczymy. Oj jak zazdroszczę Wam wyjść na basen! są napewno świetne. Też by chciała zobaczyć jak Malutka radzi sobie w wodzie. Kasia ale jesteś dzielna, ze wytrwałaś w swoim postanowieniu niezaglądania na forum. Ja nie mam tyle silnej woli. Pracuję, pracuję, a jak juz postanawiam iśc spać to zawsze jakoś tak mnie ciągnie do tej jednej ikonki i wchodzę na edziecko i czytam i piszę i dopiero po tym ide spać... A przez Twój długaśny post przebrnęłam z przyjemnością Amanda znowu dziś dwa razy przekręciła się z plecków na brzuszek, odwrotnie nic. Bylismy wczoraj u lekarza rehabilitacji i stwierdził, że Mała rozwija się bardzo dobrze, a to lekkie odginanie jednej rączki jest nieznaczne. Z przewrotkami jej zdaniem ma czas, a pochwaliła Małą za balansowanie ciałkiem podczas siedzenia. Powiedziała, że bardzo ładnie szuka równowagi i często dzieci o miesiąc starsze tego nie potrafią. Dostalismy skierowanie na instruktaż ćwiczeń, bo przychodzić na rehabilitacje do osrodka nie ma sensu – Doktor powiedziała: ona jest za dobra dla nas, a jeszcze złapałaby jakąś grypę czy inne paskudztwo. Więc we wtorek idziemy na instruktaż ćwiczeń małej i będziemy się gimnastykować w domciu. Co do rzeczy sprzed ciąży to u nas jest bardzo dobrze (-) 3 kg, więc wszystko pasuje. No to znaczy na dół, bo góra rozbudowana nieco podczas karmienia , więc dopasowane bluzeczki jeszcze czekają na swoją porę.
pozdrawiam cieplutko Basia mama Amandy forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=10539341
Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
GAGARINIE, jaki ładny poranek nam podarowałaś! Jak ja się cieszę...Choć przyznam, że byłam spokojna. Z Twoich opisów jasno wynika, że Piotruś wyprzedza normy o wiele tygodni, a już mówienie "ba,ba,ba..." to naprawdę rewelacja! On po prostu postanowił Ci wynagrodzić te wszystkie przejścia i uspokaja Cię, jak porządny, kochający matkę syn! KAROLKA - jak dobrze, że pojechałaś! Ja też miałam ten sam dylemat - jakiej opiekunki szukać. Zarówno przy Agatce, jak i teraz znajomi polecali mi akurat młode dziewczyny i teraz jestem zwolenniczką takiej opcji. Nasza Lidka bawi się właśnie za scianą ze Stefem (chcę, żeby regularnie się cały czas widywali pod moim okiem zanim jeszcze pójdę do pracy, bo to teraz jest świetny wiek na takie zapoznania) a ja - jak widzicie - "pracuję". Lidka jest akurat studentką pedagogiki, ale to nie miało wielkiego znaczenia przy wyborze. Jest po prostu b.dziewczęca, jeszcze ma w sobie to "coś" z dziecka, tak że jak ją poznała Agatka to ni chciała potm iść do przedszkola tylko z nią grać w różne gry. Ja trochę sę obawiam starszych pań, no chyba że znajdzie si taką trzecią babcię...tylko jak to wyczuć? GAGARINIE - przyszła mi do głowy jedna myśl - piszesz, że Piotruś jest niejadkiem, ale może on ma jakieś kłopoty z trawieniem tego mleka? W jakim stopniu pomaga jabłuszko? BASIU - Stef miał dokładnie takie same śmierdzące objawy załatwiając się raz na tydzień. Przyznam, że to jednak jest najlepsze, co może być - takie kupy (bąki, to już objaw uboczny) to książkowy wzór, pozazdrościć. Może i my wrócimy kiedyś do tych złotych czasów... Odpowiadając, co Stef potrafi - nowość - usilne przewrotki na brzuszek, czasem wychodzi, czasem trzeba pomóc. Znacznie bardziej interesuje go w tę stronę niz z brzuszka na plecki. Przekłada zabawiki, bawi się nawet małymi wiszącymi sznureczkami, ćwiczy wkładanie, ale raczej głównie wyjmowanie smoczka, ktory jest tylko zabawką; wyrywa się do siedzenia i ma już łaskotki. Na głos smieje się najchętniej gdy się go straszy, takie strachy na lachy to jego ulubiona zabawa. Potrafi też zaczepiać - głównie tatusia, który zajmując się nim lubi oglądać telewizję albo czytać - wtedy syn woła go, zagaduje i posyła usmiechy, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Aha, "uczłowieczył" się już dzieki siostrze (to z "Tytusa...") - ogląda z nią bajki. Pozdrawiam wszystkie wrześniówki
Temat: Sny
no to mój kolejny sen 2 etapowy:))
scena pierwsza akt pierwszy, jade z moim męrzczyzną samochodem(tu dodam męrzczyzna przystojna acz nieznana, czuje że go kocham) jedziemy przez busz samochodem (marki nie pamietam) nagle widze pożar mówie aby zawrócił on jednak nie słucha jedzie dalej staje przed nami brama z dwoma słupami ognia ogień rozprzestrznia się błyskawicznie nie mamy jak się wycofać zaczynają palić się opony samochodu, gasimy ten pożar, z ognia wynurza się nieznany zły męrzczyzna
scena druga zły męrzczyna ma już nas związanych linami, torturuje nas odcina nam kawłaki cała i przygotowuje z tego posiłki a potem nas karmi, chcę uciekać nie potrafię , wszystko robi w gumowych rekawiczkach, czuje potworny strach, jakimś cudem wyswobadzam się uciekam , mojego faceta zostawiam staram sie szczelnie zamknąc jakieś drzwi, aby zabarykadować, wyjście temu złemu, kiedy już zamknełam drzi nagle okazuje sie ze on jest obok, totalna bezrdność, nie potrafie ucieka bronić się nagle on otwiera dłon i wręcza mi srubke czuje ze mnie już nie chce scigać że oszczędzi mi życie akt drugi scena pierwsza dzieje się to gdzieś w przyszłości gdzie nie ma drzew , jest to państwo policyjne, (jestem raz małym chłopcem raz kobieta to się zmienia we śnie w miare potrzeb) jako chłopiec bardzo rozrabiam , mam w sobie mase energii, czuje że mogę zmienić świat , są ze mna jakieś kobiety młode ładne blondynki, brunetki w samej bieliźnie, jedna coś ugryzło w brzuch i od tego robi się jakby zakarzenie scena 2 przeworzą nas na jakąs farme z basenem dookoła niego rosna drzewka (rzadkośc w tej kraninie) tym razem jestem kobieta) w basenie jest niewiele wody ja jestem w długiej czarnej zwiewnę sukience z blond rozwianymi włosami biegne prze te wode aż do konca basenu potem odkręcam kurek i dolewam wody scena 3 okazuje się ze na farmie są stare kobiety które bardzo dbaja o swój wygląd ćwiczą intensywnie , wiedzą że brak sprawności i urody znaczy dla nich smierć (my przywiezione jesteśmy jakby zmienniczki dla tych już mniej sprawnych) niekture z nich maja ogromne okulary takie z lat 60 tych w kolaorach np rózowych zilonycj niebieskich ta ugryziona ma coraz wieksze objawy zakarzenia powoli zaczynam się domyślać że to jest harem scena 4 jestem teraz chłopcem siedze pomiędzy jakimś facetem a blondynka przeszkadzam temu facetowi w dostępie do niej on zaczyna przepychać się ze mną hmm nie jestem mu dłużna (wszak jestem zadziornym chłopcem)
THE END
i co wy na to tłumaczyciele snów? najbardziej zastanawia mnie ta śrubka:)))
Temat: motywacji totalnie brak :-((
motywacji totalnie brak :-(( Chce krotko opisac moj przypadek bo moze ktos z Was ma lub mial podobnie i bedzie mogl mi cos doradzic, pomoc. Chodzi o to, ze chcialabym zadbac o kondycje i schudnac i miec lepsza sylwetke ale mam totalny brak motywacji, checi i wytrwalosci. Trzy lata temu zapragnelam miec super figure (wystartowalam od 172 cm wzrostu, 68 kg wagi, rozmiar 42 od pasa w dol, 40 na gorze, budowa tzw. mocna ale nie gruba wg opinii publicznej). Zaczelam od diety nielaczenia (ok. roku), potem przez rok nie jadlam wcale miesa. Przez te dwa lata chodzilam 3-4 razy tygodniowo do klubu na rozne formy (najwiecej step i tbc), dodatkowo sauna, od maja do wrzesnia codziennie plywalam zabka przez 45 minut bez odpoczynku i jezdzilam codziennie 30 km rowerem (do pracy i z powrotem). Juz po roku wazylam 62 kg i mialam ladna figure z zarysowanymi miesniami a po 2 latach wazylam 56 kg (wiem, ze taki spadek wagi moze byc niewspolmiernie maly do nakladu pracy i diet ale ja tak chyba mam). Po tych dwoch latach rozmiary byly takie: gora 34-36, dol 36-38. Nogi i posladki mega umiesnione, ramiona to samo, brzuch nie najmocniejszy ale zadowolenie pelne. Potem mialam przez 2 miesiace noge w gipsie - skonczyl sie fitness i ze wzgledu na siedzenie w domu rowniez zarzucilam zdrowe diety. Od tamtego czasu waga systematycznie szla w gore - teraz waze 66 kg, dol rozmiar 40, gora 38. Dwa razy bylam na wczasach kondycyjnych - w ciagu 10- dniowych pobytow zbijalam wage o 5 kg ale potem wracala do tej normy. Cierpie na jakis totalny wstret od cwiczen, klubow, diet i tego wsztystkiego czym zylam przez 3 lata. Co zrobic zeby znowu miec motywacje? Chce znowu miec takiego powera jak kiedys a za cholera nie moge wytrwac!!!! Co robic?
Temat: Nie wiem czy mogę tutaj ;-).....
losiu4 napisał:
> > No wiesz co, takie bezecenstwa na forum o feminizmie!!! Przeciez takie zachowanie uwlacza kobietom i sluzy zaspokajaniu meskich chuci!!! ;))) No chyba ze mezczyznom wstep wzbroniony... >
Jakie bezeceństwa?;-) Jakie uwłaczanie? Gdzieżeś to oglądał? Jak na razie żadnego mężczyzny na warsztatach nie było, raz jeden wszedł przez pomyłkę, dostał oczopląsu i wycofał się speszony.... Za dużo dobrego na jednego ;-))) Co do samopoczucia - kiedy kończą się warsztaty, wszystkie siadamy w kręgu i dziewczyny mówią, co wyniosły z warsztatów - że jeszcze nigdy nie czuły się tak swobodnie we własnym ciele, że nigdy nie czuły się tak pewnie jako kobiety. A to mam wrażenie ma dużo wspólnego z feminizmem.
> Egipcjanki (przez domysl muzulmanki)
Egipcjanka nie równa się automatycznie muzułmanka.
maja ograniczone mozliwosci poznania wlasnej wartosci. Co one > moga zobaczyz zza tych swoich kwef, gnebione przez religie i mezczyzn...
Z tym polemizować nie będę, bo.... nie znam osobiście żadnej zakwefionej muzułmanki:-) Co do prowadzącej warsztaty - każdej kobiecie życze takiej pewności siebie jaką on posiada, oprócz tańca brzucha od pary ładnych lat tańczy tango argentyńskie i wszystko można powiedzieć oprócz tego, że jest gnębiona.
> > A tak z ciekawosci- poza walorami estetycznymi- czy to nadawaloby sie do zastapienia aerobicu w sensie gimnastyki ogolorozwojowej? > > Pzdr. > > Losiu
Oczywiście! Zaręczam, że po paru godzinach czuje się wszystkie mięśnie, głównie te, o których człowiek nie wiedział, że w ogóle je ma..... Przyznam, że miewałam chwile przewrotnej satysfakcji, np. koleżanka, ćwicząca od paru lat jogę na bardzo zaawansowanym poziomie po ok. 2 godzinach przyznała, że uważała się za osobę wygimnastykowaną. Ja na parkiecie sie nie męczę :-), ale mnie pomaga obsesja ;-)na punkcie tańca w ogóle.
Dorota
Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czesc mamuski,
Agapolo, jestes naprawde nieoceniona. Dzieki. Dimka tez uwielbia bawic sie w a ku ku swoja kolderka, przytulac sie do mojej buzi i oblapiac za szyje. Tyle, ze jak czasami pociagnie mnie za nos albo wlosy to zdecydowanie mniej mi do smiechu. Silne to moje dziecitako, bardzo. Ciesze sie, bo ostatnio zaczal ladnie wyciagac raczki do zabawek po swojej prawej stronie. Ciekawa jestem na ile to wynik tej rehabilitacji. Caly czas cwiczymy miesnie brzucha, wiec moze za jakis czas uda nam sie trafic stopka do buzi, ale to jeszcze ho ho… Tez jestem w siodmym niebie, kiedy patrze jak Dimka tak pieknie sie rozwija, smieje sie, kopie nozkami……serce chce wyskoczyc z radosci!
Renatko, brawo dla Kubusia! Przespana nocka to pewnie z ilosci wrazen, a widac ,ze mial ich wczoraj niemalo. Oczywiscie trzymam kciuki, zeby te nocki powtarzaly sie co noc!! Dima tez przedwczoraj smial sie w glos przeslodko az go nagralismy. Mial swietny humor, latwo bylo go rozbawic. Niestety wczoraj juz te same rzeczy go nie bawily. I wymyslaj tu czlowieku jakies nowe rozrywki!!
Moj maz takze radzi sobie w kuchni calkiem niezle, ale do waszych to mu troche brakuje. A co do tesciowek, to u meza w domu byl tradycyjny schemat rodziny. Matka z dzieckiem w domu i gary, tata utrzymuje rodzine. Posuniete do tego stopnia, ze moj tesc to padlby z glodu bez tesciowej. Chyba tylko herbate potrafi sobie zrobic. Na szczescie Michal nie jest zwolennikiem takich tradycji z czego tesc jest bardzo niezadowolny i niestety nie uwaza mnie za dobra gospodynie, no coz….. Powodzenia w pracy. Trzymamy kciuki za ciebie i Kubusia!
Karolka my tez trzymamy kciuki, zeby opiekunka okazala sie trafiona w dziesiatke!!
Ja rowniez nie szukalam meza zbyt daleko. A raczej to on nie szukal daleko. Mieszkal w bloku obok. A jestesmy razem od konca 4 klasy LO. W "legalnym zwiazku" to nam juz 5 roczek leci.
Aneto, tez sadze,ze z tymi zabawakmi nie mozna przesadzac. Jesli wyraznie widac, ze taka zabawka dziecko nie moze sobie zrobic krzywdy, to chyba nic wielkiego jesli sie nia pobawi. A jaka krzywde moze wyrzadzic dziecku welurowa poduszeczka??
Ja tez powinnam juz chyba wziac sie do roboty, bo pozniej to juz nic nie zrobie. Pozdrawiam serdecznie wiola
Temat: nowy biuścik bez skalpela, rewelacja !!!!!
Przeczytałam wszystkie Wasze listy dotyczące tego wątku i zastanawiam się jak się ma do tego opinia, którą kilkakrotnie już słyszałam, że najlepiej jest chodzić bez stanika (szczególnie przy małych i średniej wielkości biustach) bo dzięki temu piersi są dłużej jędrne i nie rozleniwiają się tak jak ma to miejsce w staniku (nie używane mięśnie flaczeją). Dlatego nie wiem jak taki stanik, którego zadaniem jest przedewszystkim dobre podtrzymywanie piersi może je wymodelować, przecież piersi nie są z gliny, którą jak upchniesz do jakiejś formy to tak zastygnie. Już bardziej wierzę w jakieś masaże, ćwiczenia, prysznic zimną wodą i może jakieś super działające kremy ujędrniające (jeśli takie wogóle są) niż w cudowne działanie formujące stanika. Owszem piersi w dobrze dobranym staniku wyglądają lepiej ale wówczas kiedy się go ma na sobie, bo po jego zdjęciu układją się swobodnie (u jednych lepiej u innych gorzej). W moim przypadku 2 lata karmienia piersią spowodowały, iż biust stał się bardziej obwisły (okropne słowo ale nie znalazłam innego, które by dobrze oddało sens) niż przed karmieniem. Po prostu piersi najpierw się powiększyły a potem zmalały a rozciągnięta skóra nie doszła do wcześniejszego stanu. Łatwiej jest pozbyć się obwisłego po porodzie brzucha niż ujędrnić piersi. Dodam, że przed karmieniem nie nosiłam staników, ale kiedy piersi napęczniały i były ciężkie od mleka zaczęłam je nosić, a teraz przez to że już nie są takie okrąglutkie noszę staniki nadal ale często się zastanawiałam jak właściwie powinno się dbać o piersi aby jak najdłużej zachowały ładny kształt. Czy wogóle po takim zwitczeniu piersi spowodowanym karmieniem można poprawić ich stan ?????? Co Wy na to ???????
Temat: Listopad 2003
Cześć mydelniczka Fajny masz nick. I Świetnie, że do nas dołączyłaś. Zaglądaj tu jak najczęściej i dziel się z nami doświadczeniami. A Piotruś - super chłopak. Sliczną ma buźkę. Edytko Bartuś faktycznie mocno się zmienił, podobnie Maciuś. Zupełnie inny chłopak. I z dnia na dzień ładniejszy (Batruś). Do Alii: My pewnie nic nie kupimy małemu, bo mamy wesele i chrzciny i kupę wydatków, bo Julce coś trzeba kupić i Jasiek będzie moim chrześniakiem. Będę liczyć na prezent od mojego brata, bo my pewnie kupimy prezent praktyczny w postaci krzesełka. A dziadkowie "klepią bidę z nędzą" i też pewnie nic nie kupią, przynajmniej nie powinni. My dzisiaj byliśmy u teściów. Najpierw rano wyszłam z małym na tradycyjne dwugodzinny spacerek. Był bardzo grzeczny, mimo, że wyspał sie przed spacerkiem, nie płakał i nie jęczał, a po godzinie ładnie zasnął. Po pobudce też nie płakał. Wróciliśmy ze spacerku i pojechaliśmy do teściów (teść po nas przyjechał). Maciuś był dzisiaj ekstra grzeczny. Ani razu nie płakał, a różnie się zdarza w obcych miejscach. Bawił się z babcią i dziadkiem, bardzo długo wytrzymywał na brzuchu. Pisałam wcześniej, że tak śmiesznie ćwiczy sobie, kładł główkę na materacu i podnosił dupkę do góry. Dzisiaj juz nie kładł główki, trzymał ją wysoko i cały czas podrzucał odwłok do góry. Przesuwał się przy tym do tyłu czyli naprawdę raczkował (rak przecież do tyłu chodzi )) ). Po pysznej zupce warzywnej wymęczyłyśmy go przez dgodzinę i zabrałyśmy na spacer. I to było super posunięcie. Zasnął od razu zbudził sie dopiero po godzinie, bo zgłodniał. Dostał cyca i zasnął znowu. Spał jescze półtorej godziny. Zdąrzyłyśmy wrócić do domu, posiedzieć na placu zabaw pod blokiem, w końcu poszłyśmy do domu bo juz była 18 i robiło się chłodno. w domu jeszcze drzemał pół godziny. I od jutra też będę tak robić. Wymęczę go po zjedzeniu słoiczka - i na spacer. od dwóch miesięcy bez względu na okliczności przyrody spał tylko po pół godziny. Aha Edytko, ja też przeraziłam się własnymi bykami, czytając wcześniejsze osty, nie jesteś sama ))
Temat: Kwiecien 2004 ,cd. 1 :)
hejka!! U nas dopiero 8 rano a nie spimy juz ponad godzinke, ciagle sie zastanawiam czy kiedys dane bedzie mi jeszcze pospac do 10?? Po poludniu mamy wizyte u pediatry, kurcze nie podoba mi sie ona bo: Kamis mial miec robione testy krwi co 6 tyg, w srode byl telefon zebysmy w czwartek udali sie do szpitala na badanie a dzisiaj na wizyte(a bylismy umowieni za tydzien)ostatnio test krwi Kamis mial 2 tyg temu, buuu i boje sie ze moze wyniki byly znowu gorsze a w ubieglym miesiacu byly lepsze na szczescie nie widac po nim zeby bylo cos nie tak, bo to przekochany urwis )teraz lezy obok na foteliku wyrzuca misie, musze co chwila podawac i demontuje grzechotki a jakie miny robi ))na dodoatek gdy podam mu rece to sam ladnie siada i siedzi podparty, czesto staje i sprezynuje, a jak mu sie to podoba )no i pelza gdy lezy na brzuszku tylko ze do tylu )i tak mu sie spodobalo przekrecanie na brzuszek ze nawet w nocy czesto tak spi ) ciekawa jestem ile juz wazy? )) Jedzonko- ja czasami daje kila lyzeczek warzywek a poznej owocow, tylko ze tutaj jest troche inaczej niz w Polsce, napisze Wam co mozna podawac dziecku od 5 mieisaiaca: fasolke szparagowa, zielony groszek, marchewke, slodkiego ziemniaka, dynia, jabluszko, gruszka, banan, brzoskwinia, sliwka. Malilko a jak jest z tym w Polsce?? poradzcie mi co mam robic: Kamis czesto wklada raczki do buzki, czasami wlozy za gleboko i odbija mu sie jedzonko, no a wtedy niestety trzeba go przebirac i potrafi tak zrobic 2-3 razy w ciagu dnia! mozna go jakos tego oduczyc czy trzeba przeczekac??/ Jagna- Nikos i Ty jestescie naprawde dzielni ) na szczescie juz po wszystkim, trzymamy kciuki zeby nic takiego juz sie nie przytrafilo wiecej, Winiu, moze naprawde przyszedl odpowiedni moment dla Szymusia kazde dziecko ma swoj wlasny rytm, ale cwiczenia nie zaszkodza, zobaczysz niedlugo zapomnisz ze czyms sie tam martwilas gdy Maly zacznie chodzic i rozrabiac ) a wogole to dlaczego takie malenstwa choruja lub maja jakies problemy?? uciekamy cycusiowac )napiszemy pozniej co bylo u lekarza, trzymajcie sie )
Temat: szkoda gadac
Tak, dokladnie takie otreby mialam na mysli, granulowane z jabłkiem i śliwką, bo inne mi na sucho nie przechodza. Zastapily mi dzis polowe kanapek takze nie jest zle... tzw "mniejsze zlo". Ale tez nie jadlam do bolu brzucha, nie mialam takiej potrzeby.. Wszystko dlatego ze znow nie zmobilizowalam sie i nie wyszlam z domu. Siedzialam przy kompie, nie mialam co robic i sie zaczelo. Musze zorganizowac sobie lepiej czas. Szkoda ze Tobie tez nie wyszlo... bylo by na troche optymizmu na tym topicu dzisiaj. Ale jesli zaczynasz starania w poniedzialek to w sumie juz troche optymistyczniej :-) Trzymam mocno kciuki! Co do mnie to tez mam pewien plan. Wyjezdzam w przyszly piatek wiec mam tydzien czasu. Wiem, ze juz nie schudne do tego czasu, nie bede fundowac sobie w desperacji diety 500 kcal bo potem wroci z duza nawiazka. Wymyslilam sobie ze poczawszy od jutra zadbam o siebie i o swoj wyglad bardziej niz do tej pory. Moze wiec i bede miala brzuszek, ale wypielegnowana i opalona bede troche lepiej wygladac. Tak wiec od jutra rozne peelingi, wcieranie kremow, moze maseczki, opalanie (troche, na zloty kolor, nie braz), lykanie witamin i roznych preparatow, duzo warzyw, troche brzuszkow przed snem, godzina chodzenia dziennie. Taki mam plan siedmiodniowy. O ile sie uda to chce tez ograniczyc do minimum (czyli najlepiej do zera ;-) ) pieczywo i nadmiar soli. Mam silna motywacje bo naprawde zalezy mi zeby ladnie wygladac jak juz bede z moim Ukochanym :-) Takie dbanie o siebie jest zreszta rowniez przyjemne. Ostatnio zaczelam przywiazywac wieksza uwage do wygladu rak i paznokci. I teraz musze powiedziec ze jak patrze na swoje rece to naprawde mi sie bardzo podobaja. Natura nie dala mi zbyt ladnych rak ale wygladaja uwazam niezle :-)) naprawde czuje sie bardziej zadbana i kobieca :-) Tak wiec nie schudne, ale postaram sie mimo to ladnie wygladac. :-) Co do slodyczy ktore lubie to w sumie zalezy to troche od pory roku. Ale takze uwielbiam wszystko co kokosowe, szczegolnie wafelki, rafaello i rurki, no i ciasta, w sumie wszystko :-) Mam wlasnie od niedawna ochote na cos kokosowego, albo na krowki. Te dwa smaki sie mnie ostatnio "uczepily". Ale kocham wszystkie slodycze. Wiem z doswiadczenia ze jak mam napad podczas ktorego jem same slodycze to jest on ilosciowo mniejszy (ale kalorycznie chyba wrecz przeciwnie..), slodycze szybciej syca, pod warunkiem ze je sie to samo w wiekszej ilosci. Kiedys kupowalam sobie w liceum codziennie jakies 200 g wafelkow i pamietam ze jak jadlam tylko te slodycze i nic wiecej to moglam spokojnie skonczyc. Jak po slodyczach zaczelam jesc kanapki to chcialam ciagle wiecej.... Tak wiec najgorsze to chyba jesc wiele rzeczy o roznych smakach i staram sie tego unikac (wychodzi roznie). No ale tyle o jedzeniu. Jesli chodzi o ubrania to heh coz, ja mam ledwie 4 pary spodni, z ktorych mieszcze sie w 1. Nie lubie robic zakupow, chodzic po sklepach, tak wiec nawet jak bylam szczuplejsza to nie mialam tyle ciuchow :-) Uwazam ze super byloby miec krawca ktory szyl by na miare, oszczedzilo by to biegania po sklepach i stresu zwiazanego z mierzeniem. Nie wiem czy dobrze robisz nie kupujac sobie spodni. Ja czekam z kupnem juz jakies 8 miesiecy wlasnie na chwile kiedy schudne. Na szczescie mam tez spodnice bo bym te 8 miesiecy przechodzila jednakowo ubrana. Moze nie warto sobie kupowac teraz drogich spodni jesli planujesz chudnac, ale jakies chyba w ogole warto. Na pewno cos ladnego dobierzesz a poczujesz sie lepiej w nowym ciuchu i moze bedziesz miala wieksza ochote wychodzic z domu? :-) Ja w kazdym razie nie mam juz wyboru i kupuje. Co do wspolnych posilkow z chlopakiem to ja identycznie. Choc tak bylo glownie z moim bylym facetem. On wkurzal sie ze z nim nie chce nic dobrego zjesc a pozniej sama wsuwam ciastka. Z moim obecnym ukochanym jadlam juz kilka razy dobre rzeczy i czulam sie przy tym cudownie (ale moze dlatego ze w ogole tak sie przy nim czuje) ale teraz po powrocie chce z tym przystopowac bo mi to znowu w brzuch pojdzie :-( TO juz chyba wszystko co chcialam napisac. Trzymaj sie po napadzie, pamietaj o miecie i kocyku. I mysl o swoim planie, ktory niedlugo zrealizujesz :-) Od jutra ruszam z zabiegami kosmetycznymi, malymi cwiczeniami i jedzeniem duzej ilosci warzyw :-) Bedzie dobrze, czuje to.. a nawet jesli (z lenistwa chyba tylko) nie uda mi sie wszystkiego zrealizowac to 50% planu i tak jest lepsze niz nic :-) Milego dnia jutro, jak zwykle czekam na wiesci.
Temat: WRZESIEŃ 2003 JUŻ JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Witam serdecznie, wreszcie wiosna przyszla, a przynajmniej probuje. mam nadzieje, ze bedzie nam towarzyszyc w niedziele!
Basiu, zazdroszcze talentu do szycia. Ja to mam 2 lewe rece do tego rodzaju "robotek". Za to moja tesciowa zrobila na drutach dla Dimki sliczne kompleciki na wiosne. Kisielek na pewno zrobimy, tym bardziej,ze nie mozemy jesc zadnych deserkow owocowych, bo wszedzie jablka.
Agnieszko (agapolo), tak to u nas niestety jest. Pamietam,ze kilka lat temu juz prawie wieziono mnie na operacje wyrostka. Na szczescie w ostatniej chwili zadzwonila moja mama i powiedziala,ze juz mam usuniety (nawet o tym nie wiedzialam). I coz, biedny lekarz byl w kropce co ze mna zrobic….hihi Zobaczysz wszystko bedzie dobrze. Bedziemy trzymac kciuki 30. U nas ani jednego zebowego potwora!! zdrowiejecie szybciutko!
Dima chetnie slucha wierszykow. Najchetniej Tuwima, bo ksiazeczka ma ladne obrazki hihi. Tez wyciaga lapki, bo musi dotykac, ale nie wyrywa ksiazki. smieje sie jakby rozumial. Basnie niestety nie robia na nim wrazenia.
Emi, Dimka tez ma slabe miesnie brzucha. Niestety bardzo trudno opisac cwiczenia, zeby dobrze wykonac. Na pewno pani Zofia pokaze ci jak je prawidlowo robic. Nie ma co sie nakrecac i stresowac!! Wszystko w swoim czasie! Ale sie napracowalas z tymi imionami. Kolejne wielkie dzielo!!
Aneto, mam nadzieje, ze dojdziecie z mezem do porozumienia. Bedziecie potrafili cieszyc sie soba i dzieckiem jednoczesnie. Zycze wam tego z calego serca. Niech ten kryzys jak najszybciej minie!! Nam na szczescie udalo sie jakos to wszystko pogodzic. Ale to glownie zasluga michala, to on jest u nas ta strona, ktora zawsze potrafi wszystko wytlumaczyc, zrozumiec, cos zaradzic. Ja oczywiscie tez sie bardzo staram, ale jakos latwiej poddaje sie stresowi, emocjom, chwili. Pozniej glupio mi z tym…. Dzieki serdeczne za informacje o jedzonku.
Marto, bardzo mi przykro,ze wciaz chorujecie, biedaczki. Tak to jest, ze jak juz sie cos przyczepi, to potrafi dlugo trzymac. Co do lekarzy doskonale cie rozumiem. Jestesmy po kolejnej dawce cwiczen, kontroli u pani dr rehabilitacji. Tym razem byla inna w zastepstwie.stwierdzila,ze wlasciwie wszystko jest ok, ale ten brzuch jeszcze "galareta" i kolejny miesiac cwiczen!! Zapytalam, czy teraz mam isc do neurologa. Stwierdzila,ze w zasadzie to ona nic nie widzi, ale jesli juz to powinnam isc ze 3m temu!! Tyle, ze tamta pani dr zapewniala,ze nie ma takiej potrzeby. Ostatecznie nie dala mi jednoznacznej odpowiedzi powinnam, czy nie. Zapisalam sie wiec do neurologa na przyszly tydzien, bo to jej zachowanie jakos mnie wystraszylo (Chyba znow panikuje). Oczywiscie tez prywatnie. Marto, jesli i tak juz bylas przygotowana na ta wizyte, to moze idz, juz ostatecznie upewnij sie,ze wszystko jest w porzadku! Duzo zdrowka wam zycze.
Tak jak juz pisalam, dalej sie rehabilitujemy. Dimka juz ladnie pelza, podnosi sie na kolankach i przedramionkach, tak smiesznie buja sie do przodu i do tylu a potem buch na brzuch "galarete". Wczoraj na spacerku wyjelam go z wozka a potem awanturowal sie do samego domu,ze on juz nie chce w tym wozku. Zastanawiam sie, czy juz go ustawic w pozycji polsiedzacej.
sciskam mocno mamusie i dzielne dzieciaczki moze uda mi sie jeszcze napisac w tym tygodniu, jesli nie to do zobaczonka w niedziele wiola
Temat: ABDOMINOPLASTYKA-miala ktoras z Was?
C.d. Przeczytala swoj mail sprzed chwili. Napisalam, ze sie wymylam-mialam na mysli twarz i zeby. Kapac sie nie moglam, bo mialam opatrunki). Teraz o odczuciach i zaleceniach. Codziennie przez pierwsze dni (u mnie przez 5dni lacznie z dniem, w ktorym mialam zabieg) przyjezdzalam na zmiane opatrunku. Mialam zalozone saczki czyli inaczej dreny. W piatej dobie zostaly one zdjete. Przez te piec dni dostawalam zastrzyk domiesniowy (gentamycyne), by nie wdalo sie zakazenie zwiazane z obecnoscia drenow). Zaleca sie noszenie przez 6tyg. pasa pooperacyjnego. Mam taki firmy "Pani Teresa". Cena ok.35zl. Po wyjeciu saczkow, przyjezdzalam co drugi dzien na zmiane opatrunku i zdejmowane szwow (nie boli). Dzisiaj (14 doba) zdjeto mi ostatnie. Pierwsze szwy zdejmuje sie wtedy kiedy wyjete sa saczki albo dzien wczesniej (juz mi sie myli). Przez pierwsze dni chodzilam zupelnie zgarbiona (powinno sie spacerowac po domu-lepszy przeplyw limfy) lub lezec, ale nie powinno sie dluzej siedziec. Mnie zalecono spacerowac po 15 min. raz na godzine. Oczywiscie nie przestrzegalam tego dokladnie. Na poczatku przez pierwsze piec dni spalam a la trupek, na wznak, nie ruszajac sie. POtem juz na bokach i o wiele lepiej sie czulam. Zaczelam jezdzic samochodem w 6dobie. Dziecko nosze (wazy 7300g)bez problemu od jakichs pieciu dni). Czasami jeszcze sie grabie. Unikam zginania sie i podnoszenia berbecia co krok. Za 6dni bede mogla rozpoczac smarowanie sie Contratubexem. Z Cepanem (na blizne) trzeba dluzej poczekac. Generalnie najlepiej zaczac smarowanie, gdy odpadna strupki (a tao nastepuje ok.4tyg. od zabiegu). Gimnastyka, itp. wchodzi w gre po 6 tyg. (drugi polog . Pod prysznic weszlam pierwszy raz dzien po zdjeciu drenow (nic nie piecze). Teraz o odczuciach psychicznych. Tutaj gorzej... Jestem mloda, koncze studia, to moje pierwsze dziecko... Powinno sie na taki zabieg zdecydowac, gdy juz nie planuje sie kolejnych ciaz, bo historia moze sie powtorzyc. Moj wyglad jednak byl okropny. Zawsze mialam bardzo ladna i delikatna skore. Brzuch pojawil sie w 7miesiacu ciazy i rosl w oczach. Z przodu mialam ogromny balon, po bokach nic, a z tylu nie bylo widac, ze jestem w ciazy. Przytylam niecale 17kg. W osmym miesiacu pojawily sie rozstpy i skora peka w oczach. Lekarz mowil, ze rzadko sie zdarzaja takie rozstepy. Jednym zdaniem-na totalnie calym brzuchu, prawie do zeber, przecinajace sie. Zero przestrzeni bez rozstepow. Po porodzie schudlam bardzo szybko. Teraz waze tyle ile przed ciaza. Ale skora zwisala (nie jakos tragicznie, ale fald byl). Brzuch caly zwiotczaly, jak u 80letniej babci (okreslenie przyjaciolki), w miejscu rozstepow, zwiotczala pofadowana zmarszczona skora. Jak wciagnelam brzuch, mialam plasciutki z pomarszczonymi w pionie rozstepami i faldkiem na samym dole. Chodzilam na gimnastyke, trzymalam diete, smarowalam sie wszystkim co sie da, masaze, bioptron etc. Pelna desperacja. I nic, nic sie nie wciagalo. Doktor powiedzial, ze jezeli skora nie wciagnie sie do 6mies. po porodzie, to potem juz to radykalnie sie nie zmieni. Moze troszeczke dzieki gimnastyce i masazom. Ale jezeli fald mocno zwisa i sa rozstepy to nie ma szans, bo to nie tluszcz, a zniszczona skora, ktora nie poddaje sie jakiejs naprawde widocznej regeneracji. Pepka nie mialam wywalonego, nie mialam dolka w postaci rozstepu miesni prostych. Podobno mialam leciutki rozstep miesni prostych, ale spokojnie to wraca do normy wskutek cwiczen, a lepiej nie tykac tego nozem skoro nie ma powaznego stanu. Na dzisiaj tyle. W najblizszych dniach opisze Wam swoj wyglad po operacji, efekt, moje odczucia psychiczne i zalecenia na przyszlosc odnosnie diety, drugiej ciazy, itp. Piszcie co u Was, niech pisza dziewczyny, ktore to mialy, ktore zamierzaj sie zdecydowac lub ktore maja problemy z brzuchem. Opisuje Wam wszystko dokladnie, bo wiem jak sama potrzebowalam tych informacji i zyczliwa dusza-Katarka do mnie napisala. Chcialaby, zebysmy byly dla siebie zyczliwe i sobie pomagaly. Sciskam i pozdrawiam
Temat: chciała bym wiedziec całą prawde o waszych porodac
Ja juz o swoim kiedys pisalam, wiec teraz tylko przekopiuje post, o prosze:
Wody odeszly mi o godz 23.30, nie mialam zadnych skurczy, ale zadzwonilam do swojej poloznej poinformowac ja o tym (mialam oplacona.) Polozna Gosia kazala mi spokojnie czekac na skurcze i sprobowac polozyc sie spac. Zadzwonilam do meza, ktory byl w delegacji w innym miescie (bylam tydzien przed terminem) i kazalam mu wsiadac w samochod i przyjezdzac. O 2 w nocy zaczelo sie pobolewanie, cos jak przed miesiaczka. Wystepowalo co 7-5 min, ale ja nie moglam uwierzyc, ze to skurcze. O 3 zadzwonilam do Gosi i umowilysmy sie na 5 rano w szpitalu. Gosia na przyspieszenie porodu kazala mi chodzic i masowac brodawki, ale nie robilam tego, bo chcialam, zeby maz zdazyl przyjechac, wiec siedzialam skulona. Gdzies o 3.30 zaczelo bolec mocniej, ale wciaz do wytrzymania, skurcze co 4 min. O 4 przyjechal maz i 20 min pozniej zaczelismy zbierac sie do szpitala. Wtedy nastapilo moje przerazenie, bo poczulam pierwszy skurcz party. Do szpitala jechalam ze skurczami partymi i recznikiem miedzy nogami, bo wody znow odchodzily. Na izbie przyjec ominela mnie cala papierkowa robota, bo dokumentacje wypelnilysmy z Gosia 2 tyg wczesniej. Gosia zbadala mnie (bezbolesnie)- rozwarcie bylo juz na 8cm. Caly czas tryskalam wodami, ale czyste, przezroczyste. Wybralismy sale z mezem, przebralam sie w koszulke i klapki. Gosia podlaczyla KTG i przypomniala o prawidlowym oddychaniu. Wtedy uspokoilam sie zupelnie, jakos przeszly skurcze parte i przestalo bolec. Po 15 min Gosia ponownie mnie zbadala i bylo juz pelne rozwarcie. Aha, bardzo wazna rzecz, nie mialam zadnej lewatywy, w moim szpitalu w ogole sie jej nie robi. Zaczelysmy pracowac nad wstawieniem glowki do kanalu rodnego, tzn w pozycji polsiedzacej przyciagalam kolana do brody i troche parlam. W miedzyczasie Gosia podgolila troche wlosy na wzgorku lonowym. Poniewaz taka pozycja mi nie bardzo odpowiadala, zaczelismy spacerowac po pokoju i w czasie skurczu kucac i przec. To bylo efektywniejsze i glowka wstawila sie. Moglysmy przeniesc sie na lozko i zaczac wypierac dziecko. Rodzilam w pozycji polsiedzacej i w czasie skurczu przyciagalam kolana do brody, a maz przyciskal mi glowe do klatki piersiowej. Po dwoch takich skurczach pomyslalam, ze bedzie ciezko, ale Gosia poprosila druga polozna do pomocy. Pani ta po prostu tylko polozyla mi reke nad brzuszkiem, aby wyparta juz troche corcia nie cofala sie do srodka. Po nastepnym skurczu Gosia wziela moja reke i dala mi pomacac glowke, ktora juz sie czulo i wtedy wiedzialam, ze przy nastepnym skurczu juz urodze. I fakt zobaczylam czarna glowke miedzy nogami, ktora nagle lypnela do mnie okiem. Gosia zabronila mi przec, przekrecila glowke i juz bez zadnego parcia Zuzia byla na swiecie. Byla 6.00, czyli godzine od naszego przyjazdu do szpitala. Zuzia darla sie, Gosia owinela ja w recznik i polozyla mi na brzuchu a dumny tata przecial pepowine. I tak coreczka sobie lezala, ja dostalam zastrzyk z oksytocyny na urodzenie lozyska (bo nie mialam zadnej kroplowki) oraz pobrano mi krew na WR. Lozysko wyszlo samo (nic juz nie parlam). Gosia obejrzala je i pokazala nam. Potem zabrala sie za szycie. Nie bylam nacinana, ale mialam malutkie pekniecie sluzowki I stopnia, na ktore dobrze byloby zalozyc 2 szwy. Dostalam zastrzyk ze znieczuleniem i Gosia szyla (nie bolalo wcale). Jedyna rzecz, ktora byla nieprzyjemna, to, ze badala, czy nie mam zadnych pekniec w odbycie, ale ladnie uprzedzila, ze musi mi wlozyc palec w pupe. Zuzia caly czas szycia lezala mi na brzuchu owinieta w pieluszki i kwilila. Po szyciu maz zabral corke na wazenie, mierzenie i ogladanie przez pediatre a ja w tym czasie mialam cwiczyc miesnie Keagla, czyli jakby wstrzymywanie siusiu. Jedyna rzecz nieprzyjemna, to polozna z calej sily naciskala mi na brzuch, aby zmusic macice do obkurczania i wtedy polecialo troche krwi. I to byla praktycznie jedyna krew, jaka widzialam, pokoj w zadnym razie nie przypominal rzezni, a porod krwawej jatki. Dostalam tez woreczek z lodem miedzy nogi, bo mialam opuchniete krocze. Maz z cora wrocili i pierwszy raz przy pomocy Gosi przystawilam ja do piersi. Lezalysmy a mala uczyla sie ssac. O 8.00 po 2 godz od porodu Gosia pozwolila mi wstac i weszlam do wanny wziac prysznic. Kazala mi wtedy tez pierwszy raz zrobic siusiu, troche pieklo. Ona w tym czasie ubrala dziecko i przelozyla do szpitalnego lozeczka na kolkach. Po kapieli zalozylam czysta koszule, podkladke Belli miedzy nogi i zjadlam sniadanie i wypilam herbate. Gosia zmierzyla mi cisnienie i temperature. Potem ponownie siedzac na fotelu przystawilam dziecko do piersi. O 8.20 samodzielnie przeszlam i przejechalam winda na II pietro na poloznictwo a maz ze mna pchajac wozek z dzieckiem. Nie bolalo mnie siadanie, wstawanie, chodzenie. Sama od razu wszystko robilam przy sobie i przy dziecku.
Temat: Przede mną leży pół czekolady..OtoMoja historia...
Przede mną leży pół czekolady..OtoMoja historia... A więc tak.Znowu jestem w dołku.Przede mna leży pół czekolady.Pewnie myślicie że jestem po ataku.Że tak sie nażarłam że juz nie moge nawet patrzeć na jedzenie.Otoż nie.Tak wyglądałby scenariusz jeszcze pół roku temu...Wybaczcie mi jesli kogkolwiek zanudze a bedzie tak na pewno bo są tu miliony osób które opisały bardziej malowniczo "historie swojego życia".Ale ja musze to z siebie wyrzucić. Skoro juz tak walnęłam z ta czekoladą to może wezme ja za punkt odniesienia.Dziś przyszła babcia.Przyniosła mi i bratu pyszną orzechową czekoladę milki.Pycha.Brat zjadł juz połowe swojej.Zostawił przy komputerze.Ładnie pachnie.Ładnie wygląda.Ale w tej chwili sie jej boję.Wiem że nic nie stałoby sie gdybym troche zjadła bo naprawdę nie wzięłabym wiecej niż 2 kawałki.Poczułabym chociaż najlżejsze wypchanie brzuszka i koniec,rzut na podłoge,200 połbrzuszków,wciaganie brzucha,ogladanie go w lustrze.Pokłóciłam sie z rodzicami.Wiem że cierpia ale w tej chwili ich nienawidze.Moja reakcja?(a raczej mojego popieprzonego mózgu?)Musze mniej jeść..musze schudnąć..wtedy bedę bezpeiczna,tak,poczuje sie bezpieczna..chociaż to moge w życiu kontrolować..jedzenie..uwielbiam wciąz malejace numerki na wadze łazienkowej..teraz tak..teraz waże 45,5 kg przy wzroscie 166...najmniej ważylam okolo 43..najlepiej czuje sie przy 44...musze to osiagnac ale teraz wiem ze na tym sie nie skonczy bo gdy tylko w zyciu pojawia mi się jakis problemik,mysle o tym ze schudne jeszcze pare kg i poprawie sobie humor..jeszcze jakis czas temy powiedzialam:dosyc!wiecej juz nie schudne,jestem chuda,nie hce juz nikogo martwic.po jakims czasie euforia zniknela.znow zaczelam widziec w lustrze grubą świnie.wszedzie ten tluszcz..dlaczego oni mowia mi że jestem chuda?? nie widzą tego tłuszczu w talii i udach?tych grubych łydziochów?aaa...wiem,mam obsesje..boze..nie rozumiem tego,wdze to samo grube cielsko jakie mialam ważąc 55...tylko że wtedy mialam bulimie...nagle sie urwało..przeszlam zalamanie nerwowe...nie mialam w ogóle apetytu..potem wykorzystalam to ze i tak już schudlam i glodziłam się..nie mialam ataków obzarstwa...od sierpnia,zero atakow...a wtedy wazylam jeszcze 53-4 i bylam wielorybem..we wrzesniu jadlam po 200 kalorii dziennie..pamietam jak raz na "obiad" zrobilam sobie sałatke z pól pomidora,ogórka i paru rzodkiewek...zjadłam ja i..stwierdziłam ze za duzo zjadlam,o wiele za duzo...poszlam do supermarketu,20 minut w jedna stronę..chodzilam tam z 2 godziny czytając etykietki,licząc kalorie,oglądając wszystko to czego i tak nie kupie..kupiłam opakowanie lekkiego pieczywa i gume do zucia...wrocilam do domu..polozylam spac z cudownie pustym żoładkiem...potem przyszedl pewien wyjazd na ktorym niestety musiała jeść...tak strasznie sie bałam że przytyję bo jadłam jakieś 1500 kcal dziennie..balam sie ze jak zaczne normalnie jeść,zaczną sie ataki,że nie zapanuje nad tym...nie zaczęly sie..zamiast tego po każdym posiłku "badanie" brzuszka,obsesyjne ćwiczenia...nadal tak jest..choc i tak lepiej..nie boje sie cukru tak jak wtedy..dzieki jednej osobie...jeszcze na tym wyjeździe zaczęłśmy sobie urządzać dni obzarstwa ale dla mnie to było co innego niż ataki przy bulimii..po prostu jadlam bardzo duzo ale razem z osobą która kocham najbardziej na świecie,ktora mnie uratowała..to było fajne..i do teraz tak jest..tylko że jak nie jestem z nia to prawie nic nie jem..ona o tym nie wie..wczoraj tez miałyśmy dzień obżarstwa..wrocilam do domu i niestety siegnelam po senes...a dzis uwazam na każda kalorie mimo że podczas dni obzarstwa z moja najlepszą przyjaciołka zupelnie nie przeejmuję sie wypchanym brzuchem i tym że wpieprzamy dziennie jakieś 4 tysiace kalorii...oczywiscie potem mam wyrzuty sumienia ale to nic...jakos z tym da sie zyc,tylko ze teraz jak juz mowilam znow jestem w dolku i znow musze schudnac...musze...czuje sie taka cholernie gruba,co ja mam na to poradzić..?powiedzcie mi,na co ja wlasciwie jestem chora???
Temat: Cesarka krok po kroku.
Ja wiec napisze o swoim pierwszym porodzie, zebys miala porownanie. Wody odeszly mi o godz 23.30, nie mialam zadnych skurczy, ale zadzwonilam do swojej poloznej poinformowac ja o tym (mialam oplacona.) Polozna Gosia kazala mi spokojnie czekac na skurcze i sprobowac polozyc sie spac. Zadzwonilam do meza, ktory byl w delegacji w innym miescie (bylam tydzien przed terminem) i kazalam mu wsiadac w samochod i przyjezdzac. O 2 w nocy zaczelo sie pobolewanie, cos jak przed miesiaczka. Wystepowalo co 7-5 min, ale ja nie moglam uwierzyc, ze to skurcze. O 3 zadzwonilam do Gosi i umowilysmy sie na 5 rano w szpitalu. Gosia na przyspieszenie porodu kazala mi chodzic i masowac brodawki, ale nie robilam tego, bo chcialam, zeby maz zdazyl przyjechac, wiec siedzialam skulona. Gdzies o 3.30 zaczelo bolec mocniej, ale wciaz do wytrzymania, skurcze co 4 min. O 4 przyjechal maz i 20 min pozniej zaczelismy zbierac sie do szpitala. Wtedy nastapilo moje przerazenie, bo poczulam pierwszy skurcz party. Do szpitala jechalam ze skurczami partymi i recznikiem miedzy nogami, bo wody znow odchodzily. Na izbie przyjec ominela mnie cala papierkowa robota, bo dokumentacje wypelnilysmy z Gosia 2 tyg wczesniej. Gosia zbadala mnie (bezbolesnie)- rozwarcie bylo juz na 8cm. Caly czas tryskalam wodami, ale czyste, przezroczyste. Wybralismy sale z mezem, przebralam sie w koszulke i klapki. Gosia podlaczyla KTG i przypomniala o prawidlowym oddychaniu. Wtedy uspokoilam sie zupelnie, jakos przeszly skurcze parte i przestalo bolec. Po 15 min Gosia ponownie mnie zbadala i bylo juz pelne rozwarcie. Aha, bardzo wazna rzecz, nie mialam zadnej lewatywy, w moim szpitalu w ogole sie jej nie robi. Zaczelysmy pracowac nad wstawieniem glowki do kanalu rodnego, tzn w pozycji polsiedzacej przyciagalam kolana do brody i troche parlam. W miedzyczasie Gosia podgolila troche wlosy na wzgorku lonowym. Poniewaz taka pozycja mi nie bardzo odpowiadala, zaczelismy spacerowac po pokoju i w czasie skurczu kucac i przec. To bylo efektywniejsze i glowka wstawila sie. Moglysmy przeniesc sie na lozko i zaczac wypierac dziecko. Rodzilam w pozycji polsiedzacej i w czasie skurczu przyciagalam kolana do brody, a maz przyciskal mi glowe do klatki piersiowej. Po dwoch takich skurczach pomyslalam, ze bedzie ciezko, ale Gosia poprosila druga polozna do pomocy. Pani ta po prostu tylko polozyla mi reke nad brzuszkiem, aby wyparta juz troche corcia nie cofala sie do srodka. Po nastepnym skurczu Gosia wziela moja reke i dala mi pomacac glowke, ktora juz sie czulo i wtedy wiedzialam, ze przy nastepnym skurczu juz urodze. I fakt zobaczylam czarna glowke miedzy nogami, ktora nagle lypnela do mnie okiem. Gosia zabronila mi przec, przekrecila glowke i juz bez zadnego parcia Zuzia byla na swiecie. Byla 6.00, czyli godzine od naszego przyjazdu do szpitala. Zuzia darla sie, Gosia owinela ja w recznik i polozyla mi na brzuchu a dumny tata przecial pepowine. I tak coreczka sobie lezala, ja dostalam zastrzyk z oksytocyny na urodzenie lozyska (bo nie mialam zadnej kroplowki) oraz pobrano mi krew na WR. Lozysko wyszlo samo (nic juz nie parlam). Gosia obejrzala je i pokazala nam. Potem zabrala sie za szycie. Nie bylam nacinana, ale mialam malutkie pekniecie sluzowki I stopnia, na ktore dobrze byloby zalozyc 2 szwy. Dostalam zastrzyk ze znieczuleniem i Gosia szyla (nie bolalo wcale). Jedyna rzecz, ktora byla nieprzyjemna, to, ze badala, czy nie mam zadnych pekniec w odbycie, ale ladnie uprzedzila, ze musi mi wlozyc palec w pupe. Zuzia caly czas szycia lezala mi na brzuchu owinieta w pieluszki i kwilila. Po szyciu maz zabral corke na wazenie, mierzenie i ogladanie przez pediatre a ja w tym czasie mialam cwiczyc miesnie Keagla, czyli jakby wstrzymywanie siusiu. Jedyna rzecz nieprzyjemna, to polozna z calej sily naciskala mi na brzuch, aby zmusic macice do obkurczania i wtedy polecialo troche krwi. I to byla praktycznie jedyna krew, jaka widzialam, pokoj w zadnym razie nie przypominal rzezni, a porod krwawej jatki. Dostalam tez woreczek z lodem miedzy nogi, bo mialam opuchniete krocze. Maz z cora wrocili i pierwszy raz przy pomocy Gosi przystawilam ja do piersi. Lezalysmy a mala uczyla sie ssac. O 8.00 po 2 godz od porodu Gosia pozwolila mi wstac i weszlam do wanny wziac prysznic. Kazala mi wtedy tez pierwszy raz zrobic siusiu, troche pieklo. Ona w tym czasie ubrala dziecko i przelozyla do szpitalnego lozeczka na kolkach. Po kapieli zalozylam czysta koszule, podkladke Belli miedzy nogi i zjadlam sniadanie i wypilam herbate. Gosia zmierzyla mi cisnienie i temperature. Potem ponownie siedzac na fotelu przystawilam dziecko do piersi. O 8.20 samodzielnie przeszlam i przejechalam winda na II pietro na poloznictwo a maz ze mna pchajac wozek z dzieckiem. Nie bolalo mnie siadanie, wstawanie, chodzenie. Sama od razu wszystko robilam przy sobie i przy dziecku. To tyle, kazdy porod wiec jest inny.
Temat: Rozne moje wywody... :-)
Rozne moje wywody... :-)
Poniewaz od co najmniej tygodnia mam obsesje dotyczaca tego, ze tyje, ze mam wielki brzuch i tylek, postanowilam sie zmierzyc. To, co pokazal centymetr zaskoczylo mnie i zdenerwowalo. W udach,posladkach,biodrach,nie zmienilo sie nic (na szczescie nie w gore, ale niestety tez nie w dol), natomiast brzuch - jakis koszmar. Roznice w pomiarach dokonywanych o roznych porach dnia siegaja 10cm!!! Wiec ile ja mam w pasie w koncu? Ktory pomiar jest wlasciwy? Czy to jest normalne??? Przeraza mnie to, bo rano brzuch mam w miare plaski (hlehlehle), natomiast wieczorem - cos strasznego. Nic z tego nie rozumiem. Poniewaz ostatnio hormonalnie cos mialam nie tak to pomyslalam, ze moze po prostu "puchne", bo przeciez -jak pisalam- waga spada! wiec nie jest to zbyt logiczne, zeby waga spadala, a centymetrow przybywalo... Ktos ma cos podobnego???
No. A z innej beczki to poszlam dzis do Cubusa ( w ogole zwiedzilam cale centrum Blue City ) celem sprawdzenia w jaki rozmiar sie zmieszcze. Wzielam trzy pary spodni, roznych rzecz jasna, w rozmiarze 42, bo o 40 nawet jeszcze nie smiem marzyc :-) Z trzech par dwie okazaly sie idealne, ostatniej nie dopielam i wystawal mi brzuchal :-( A w sumie to szkoda, bo ladne takie byly ;) W domu co jakis raz zabawiam sie w proby zalozenia na siebie rzeczy, w ktorych chodzilam dwa lata temu i - o radosci - przynajmniej polowa jest juz akuratna :-) Wcisnelam sie nawet w spodnie z Frodo nr40,ale wygladalam dosc komicznie ;-) Wiec w sumie jest coraz lepiej a ja zaczynam sie obawiac, ze popadam w paranoje. Juz raz to przezywalam podczas tych 4 miesiecy odchudzania i przeszlo mi po interwencji margolki niezastapionej. Teraz znowu - ciagle mi sie wydaje, ze grubne, choc to niemozliwe, waga nie klamie.
Aha. No i bylam dzis w Decathlonie tez i ogladalam sobie bieznie, tak z ciekawosci, ile musialabym zaplacic zeby moc sobie cwiczyc w domu, jak Wy na rowerkach (jak mowilam, niestety ze wzgledu na kolana kwalifikujace sie do operacji nie moge jezdzic na rowerze :( ) No i okazalo sie, ze niestety baaardzo duzo... Wiec poprzestane na darmowym bieganiu w parku i ew. silowni :-)))
Chcialam tez napisac o pomaranczowej serii Lirene (antycell). Wiec :polecam,polecam,polecam. Naprawde w tej cenie chyba nie mialam nigdy nic lepszego. Wczoraj dostalam jeszcze peeling, ktorego mi brakowalo - swietny jest.
A z rzeczy nie majacych nic wspolnego z odchudzaniem to dostalam krem Vichy Thermal Fix2, ktory nawilza po prostu wspaniale- jak zaden inny krem z tych, ktorych uzywalam! Super,naprawde jestem zachwycona.
No to chyba tyle, wiem, ze mase roznych tematow, ale czasami kiedy nie ma mnie przy komputerze mysle sobie o roznych rzeczach ktore chcialabym Wam tu napisac i potem wynikaja z tego takie oto listy...
buziaki dla wszystkich! pozdrawiam nadja
ps
A co sie tyczy korkow z angielskiego, to mam mase zainteresowanych a...dzis zadzwonila do mnie pani, ktora kiedys mnie uczyla ang i poniewaz zmienia profesje to chce mi swoich uczniow oddac :-) Suuuuper, szkoda, ze nie moge wziac zbyt wiele osob ze wzgledu na kosmiczne godziny zajec na studiach, ktorych jeszcze nie znam, ale z doswiadczenia wiem... no super. ciesze sie. sorry za zanudzanie! :-)))
Temat: Mistrz rozkroku i przykucania. Siłownia
Zdaje się,że "rozbijam" wyłącznie męskie towarzystwo:).Jak słyszę, że facet ma w bicepsie 28 cm, to śmiać mi się chce (przepraszam autora),no chyba ze jest Robertem Korzeniowskim, nie ma grama zbędnego tłuszczu i 166 cm wzrostu.Sama mam tyle w bicku od 10 lat.Zgadzam się, że ciężka i mądrą pracą można dojść do dobrych wyników.Jest jeszcze jeden czynnik, o którym nikt chyba nie wspomniał - genetyka.Od tego bardzo wiele zależy, jeśli chodzi o rozwój mięśni.Mój tata miał w swoich najlepszych czasach(jakieś 35 lat temu:) miał ok. 40 w bicepsie i na pewno nie koksował,tylko codziennie ćwiczył i dobrze jadł - taki typ "chudy,ale byk:)".W szkole średniej przez 2 lata trenowałam wioślarstwo i bardzo szybko było u mnie widać efekty.Od razu dodam,że nie wyglądam(łam) jak rosyjskie wioślarki sprzed lat:),ale wtedy martwiłam się,że mam za dużo mięśni.Kiedy skończyłam z wioślarstwem obiecałam sobie nigdy więcej nie trenować z obciążeniem.Dziś wiem,że to najlepszy sposób na kształtowanie sylwetki.Na szczęście moda się zmieniła i "w cenie" są ładnie umięśnione kobiece ciała, a ja cieszę się ,że już po miesiącu treningu wyglądam dużo lepiej.Czym zresztą wprawiam w zakłopotanie większość kolegów z pracy:)- bo mam umięśnione ręce i płaski brzuch,a oni nie.W ogóle jakakolwiek regularna aktywnośc sportowa jest w Polsce ciągle dziwnie odbierana.Potwierdza to artykuł W.Nowaka.To,co przedstawił, to karykatura siłowni i sportu w ogóle.Jasne,że koksy istnieją i to mocno w takich miejscach,ale to tylko fragment rzeczywistości.Dlaczego w słowniczku pakera jest tylko o koksach, a nic o samym trenowaniu? (np. o seriach, powtórzeniach cyklu, martwym ciągu,diecie,itp.).Siłownia i sport uczą dyscypliny i charakteru.Ktoś, kto nigdy niczego nie trenował,nie zrozumie tego.Że o np. 16 nie ma dla mnie nic ważniejszego niz trening.Lepiej siedzieć przed tv i wciągać pizzę,a potem mówić, że zrowie już nie to co kiedyś.Ja wstydziłabym się przyznać,że nigdy nie byłam na siłowni,a jestm kobietą i mam 29 lat, a nie 44.Zresztą znam środowisko dziennikarskie i wiem jak wyglądają dziennikarze i ich tryb życia i odżywiania się.Mam przyjaciółkę dziennikarkę, która dwa razy przgotowywała się do debiutów kulturystycznych (atrakcyjna,szczupła,zgrabna).Dla redakcyjnego grona to był szczyt dziwactwa. Tony napisał o "normalnie wyglądających".Ale co to znaczy normalnie wyglądać?Bo u nas to jak ktoś ma wielki brzuch,albo gruby tyłek to to jest normalne,ale jak jest przypakowany, to już nie.Kolega od 13 lat "pakuje",przy okazji skończył medycynę,ale kiedy po studiach szukał pracy w firmach farmaceutycznych,to jego wygląd nie ułatwiał mu sprawy.To nic,że jest kumaty,wykształcony,przyjaźnie nastawiony do świata i ludzi (i przystojny:))).Jest inny,a to przeszkadza. Poza pracą zawodową obracam się w kręgu sportowców,więc dla mnie normalnie wyglądający facet jest duży i umięśniony (oczywiście bez koksów).Dlaczego cherlaki i tłuściochy chcą nam zepsuć samopoczucie? Bo nam zazdroszczą? Bo im się nie chce ruszać? Jeśli chodzi o ryzyko związane z reprodukcją koksiarzy,to jasne,że ono istnieje,ale myślę, że problem jest szerszy.Ilu jest naprawdę zdrowych fizycznie i psychicznie ludzi, wśród tych,którzy decydują się na dziecko?A co z palaczami papierosów na przykład? Dają swoim dzieciom w prezencie zwiększoną skłonnośc do alerii itp. itd. Pozdrawiam wszystkich niekoksujących pakierów:))!!!!
Temat: Kartkówka z WF?!
Kartkówka z WF?! Za www.lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/303960.html
Kartkówka z... wf.
Środa, 1 października 2003r.
Na lekcje wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej nr 83 dzieci przynoszą strój sportowy i... zeszyt.
– Byłam zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że syn potrzebuje zeszytu na wf., a jeszcze bardziej, gdy usłyszałam, że może mieć z tego przedmiotu kartkówkę – mówi mama jednego z czwartoklasistów.
– Realizuję program zatwierdzony przez Kuratorium Oświaty, a znajduje się w nim również dział wiadomości, które uczniowie mają przyswoić – twierdzi Małgorzata Łubgan, nauczycielka wychowania fizycznego. – Zeszyt służy dzieciom przez trzy lata. Zapisują w nim przepisy niektórych gier i zabaw zespołowych – koszykówki, siatkówki, kometki, dwóch ogni czy ringo. Przyda im się to, np. gdy zechcą zorganizować podwórkowy turniej koszykówki.
Ponadto w uczniowskich zeszytach do wf. mogą pojawić się wiadomości o różnych dyscyplinach sportu, ruchu olimpijskim oraz sprawozdania z wycieczek, m.in. do Muzeum Sportu. Dzieci odnotowują także swoje sportowe osiągnięcia i porównują postępy w rozwoju fizycznym.
W czasie pisania dzieci kładą się na parę minut na brzuchu na podłodze. – To jest zdrowa wygodna, pozycja – zapewnia nauczycielka.
Z wiadomości z wychowania fizycznego przewidziane są kartkówki. Jedno z poleceń może brzmieć np. „Podaj komendy startu niskiego”. Mimo tych niecodziennych urozmaiceń, na wychowaniu fizycznym dzieci przede wszystkim jednak ćwiczą – biegają, skaczą, grają w piłkę.
– Ideą zajęć wychowania fizycznego w szkołach jest rozwój sprawności fizycznej dzieci, a nie robienie notatek i uczenie się w teorii zasad gier – mówi Jadwiga Jakóbczyk, dyrektor wydziału kształcenia podstawowego i gimnazjalnego łódzkiego kuratorium oświaty. – Jednak sposób pracy określają sami nauczyciele, a wewnątrzszkolny system oceniania każda placówka tworzy sama. Jeśli cokolwiek budzi wątpliwości rodziców, powinno zostać omówione z nauczycielem, wychowawcą czy dyrektorem szkoły.
No i fajnie: znajomość przepisów gier zespołowych pewnie się przyda. Ale: - zapisywanie ich w pozycji leżącej na brzuchu jest idiotyczne i niewygodne, co najwyżej zmniejsza ilość pracy dla sprzątaczek. - wrąbywanie na pamięc przepisów czy komend startu niskiego jest idiotyzmem do kwadratu - lekcje WF mają zapewniać dzieciom ruch, a nie być kolejnymi godzinami pisania.
Droga Redakcjo! Zarządzenie nauczycielki z tej szkoły zgłaszam do konkursu na "Bzdurę roku". Sądzę, że ma ono spore szanse, a złoty sedes będzie ładnie wyglądał między (zapewne nielicznymi) pucharami z zawodów sportowych.
pozdrawiam
Temat: dzieci z września 2004
Hej! Witam w poniedziałek! Dzionek zaczął się ładnie, ale teraz już zrobiło się szaro :– Ja się znów nie odzywałam przez 2 dni, ale miałam szkołę no i w końcu byłam nawet na 2 wykładach :– Muszę się wziąć ostro za robotę i z promotorką się umówić (mnie też czeka pisanie pracy:–
Veronia – trzymam kciuki żeby inny lekarz rozwiał wszelkie wątpliwości i potwierdził, że wszystko OK. Może rzeczywiście rehabilitacja będzie konieczna, ale nie martw się – na pewno wszystko będzie dobrze!!! Ucałuj malutką ode mnie!!!! Ja się zgadzam, że panikować nie można i że VOJTA jest okropną metodą (dlatego nie męczymy synka tak często jak powinniśmy), ale skoro neurolog i rehabilitant tak uznali (a byliśmy u nich z tzw. „polecenia” i po znajomości) to chyba było to niezbędne. Wtedy Mateuszek rzeczywiście bardzo słabo podnosił główkę i prawą rączkę miał bardzo słabiutką. Ale zrobił ostatnio duże postępy w podnoszeniu główki na brzuszku, choć nie wiem czy to dzięki ćwiczeniom na brzuszku i Vojcie, czy po prostu do tego „dorósł”. Jednak jeszcze ma słabe rączki i słabo je podciąga, żeby sam się podnieść – trzeba mu pomagać. Za to już się próbuje przekręcać z plecków na brzuszek no i rwie się do siadania jak szalony :– A’propos basenu to fajny pomysł – gdzieś chyba jest we Wrocku – muszę się dowiedzieć.
Ewciu z tymi farbami to tak jest :– Ja teraz kupuję tylko w sklepie fryzjerskim Wella Touch – jest delikatna i zawsze się sprawdza! Polecam.
Ddorcia – całuski dla Michałka – jutro kończy 3 miesiące!!!!! No a mój Mateuszek i Franek Carolline 1–go grudnia!!! Oj jak to zleciało.....
Mój syneczek zrobił się ku mojej uciesze strasznym nocnym śpiochem – dzisiaj jak zasnął przed 1–szą w nocy to obudził się po 10–tej rano!!!! Ma to chyba po mamusi hi,hi :– Tylko szkoda że dopiero od niedawna tak sypia :– Poza tym jest bardzo pogodny – coraz więcej gaworzy i się uśmiecha. Ja rozumiem coraz lepiej jego miny i nastroje – wiem kiedy jest głodny, a kiedy zmęczony, lub kiedy chce po prostu przytulić się do mnie :– Jak patrzę na niego to wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście! Jest taki śmieszny jak chce się dorwać do cyca – ostatnio wręcz rzucił się na niego i to przez sweter – wyglądało to przekomicznie – podnosił sam główkę leżąc na boku i „dziobał” mój sweter w okolicy piersi z otwartą buźką hi,hi :– ))))
Ale się rozpisałam... Całuski dla Was i maluszków! Mam nadzieję, że zajrzę do Was jeszcze później! PA!!!!
PS> Kurczę - muszę pokombinować z tą sygnaturką!
Temat: dzieci z września 2004
Witajcie Mamuśki!! Kinga gratulacje i wszystkiego naj naj dla Ciebie i Emilki! )
Berry, ale ty masz dobrze z ta wagą!! Ja przytyłam 11 kilo, po tygodniu chudłam 8 a teraz to nie wiem bo nie mam wagi w domku, ale jakoś chyba nie idzie to juz tak szybko... Mieszcze sie w przedciążowe ciuchy ale bym chciała więcej schudnąc. Pocieszam sie że to dopiero dwa i pół tygodnia minęło więc czekam cierpliwie hihi. Poruszyłyście dziś temat który mi chodził od rana po głowie, bo chciałm zapytac czy juz zaczełyście ćwiczyć? I ile po porodzie? Brakuje mi ruchu i musze sie ujędrnic hihi,a le na razie sie boję czy to nie za wcześnie.
Silvana fajnie że jesteś :0. Pogoda w Gdańsku faktycznie była super w zeszłym tygodniu, ja tez codziennie chodziłam z Matim na spacer, śpi potem jak susełek Co prawda teraz w dzien jak nie ide na dwór to sie budzi co godzine - 2 i troche marudzi, chyba mu sie nudzi. No is ie wkurza przy jedzeniu a potem chyba go brzuch boli jak sie powietrza nalyka. Wczoraj pierwszy raz plakal ponad godzine, nie wiem co mu było bo objawów typowej kolki nie miał, ale ja byłam wykończona ( Współczuje mamom bardziej nerwowych i kolkowych dzieci, mnie ten placz dobija na maksa i zaraz mi sie wydaje że jestem do niczego mamą skoro nie wiem co mojemu dziecku jest buu!! (Bebewawa to apropos Twojego snu to samo "głupie" myślenie...) Mój mąż zabrał mi dół wózka w samochodzie do pracy i jestem uciemiona dzis, a tak ładnie słońce swieci.... Połozyłam Mateusza w gondoli na balkonie żeby sie chociaż chłopak przewietrzył, może bedzie miał humor lepszy
Gosiu, głowa do góry, pociesz sie że te chwile z takim maluszkiem szybko lecą i nie zauważysz kiedy urośnie a wtedy już nie bedziesz na pewno jedyna do opieki. Tak jak Silvana pisała faceci sie boją takich małych dzieci i nie bardzo wiedzą co z nimi robić. Może pokaż swojemu mężowi jak przewijać i np. wspólnie kąpcie? Do tego nasi panowi sa lepsi - większe ręce hihi. Ale ja rez czasem łąpię takiego doła, tylko nie z powodu nie pomagania a wychodzenia w weekend. Mój mąż co piątek gdzieś idzie a ja siedzę przywiązana do MAtiego 2 tyg. temu musiła sie odstresowac po tygodniu pracy, ostatrnio miał imprezę firmową, ciekawe co będzie teraz ja tez bym hciał wyjśc i sie spotkac z ludzmi, ale nie teraz - wplałabym żeby on posiedział ze mną wieczorem ... ech, zawsze cos... Ale będzie lepiej na pewno, dojdziemy do siebie i dzieci tak szybko rosną że niedługo będzie "normalnie" )) Czego sredecznie Tobie i sobie i pewnie innym mamom zyczę
A chciałam Was zapytac jeszcze czym przykrywacie na noc szkrabki? Kołdra czy kocykiem? Mateusza nakrywam dwoma kocykami ale nie wiem czy to nie za mało jednak. Chociaż i tak większa cześć nocy śpi z nami w łózku, nie chce mi sie go przenosic po karmieniu i wydaje mi sie że on dłużej śpi jednym ciągiem jak lezy koło mnie... Ale sie rozpisałam!... Pozdrawiam cieplutko Kasia i Mati(17 dni)
Temat: Kwiecien 2004 :)
garsc nowosci w kilku podejsciach witajcie! juz mi sie wydawalo, ze mam chwilke, by cos napisac, a tymczasem Michal sie zbudzil. to juz kolejne podejscie do napisania postu... moze w nastej probie sie uda u nas ogolnie spokoj, Malutki ladnie je, wlasciwie najada sie jedna piersia i dopiero po odbiciu zaczyna ssac druga tak przez 5-7 minut i zasypia. czasami - gdy cisnienie sie waha - budzi sie rozzloszczony i glodny po 20 min. ale zdarzylo sie to kilka razy. generalnie Maluszek jest slodkim, spokojnym dzieckiem. przesypia w nocy nawet 6 godzin, ale glownie spi po 3-4 godziny. na spacerach tez zasypia i spi cala droge. lubi sie kapac, uwielbia, gdy sie do niego mowi, lubi tez sluchac tej samej plyty, ktora wlaczalam mu przez brzuszek. wczoraj skonczyl 10 dni, a juz trzyma glowke jak starsze dzieci, zaczyna sie krecic w lozeczku, jest silnym chlopczkiem. no, ale jak sie ma na starcie prawie 4400g i 62cm... to tak jest. mamy jedynie problem z gazami - Michas czerwienieje, napreza sie, steka-kweczy, poplakuje. dzis mamy wizyte pani dr, zobaczymy, co powie.
zosiu - mnie polozna odradzila przemywanie rumiankiem, poniewaz nie jest to ziele plantacyjne /podobno/ i coraz czesciej zaczyna uczulac /brrr, a ja tak robilam przez 1 dzien/, zalecila jakies kropelki, ktorych nazwy sobie nie zapisalam, ale dzis przychodzi do nas pani dr i moze ona cos zapisze. jesli tak, dam ci znac, co to bylo.
mnie roznosi energia, ponad 6 miesiecy calkowitego unieruchomienia daje sie we znaki - forma zerowa, 40min. spacer musze odespac, a wracam zziajana jak po maratonie. ale w domu robie wszystko, sprzatam, prasuje, gotuje, caly dzien z Malutkim - tylko ja go przewijam, jest co dzwigac, a rana goi mi sie rewelacyjnie - przemywam ja kilka razy dziennie woda utleniona i duuuuuzo wietrze. juz mnie praktycznie nie boli, a lekow przeciwbolowych nie lykam od 5 doby. odczuwam jedynie ciagniecie przy gwaltownych ruchach. po ciazy zostalo mi 4kg do zgubienia. w sumie niewiele, ale na razie wszelkie cwiczenia mam zakazane. wiec licze, ze Michalek z mlekiem je wyssie. nasz kot chyba jeszcze nie zalapal, o co chodzi z Michalkiem, boi sie go, podchodzi na odleglosc kilku metrow, choc bardzo go dziecko interesuje. gdy Maluszek sie poruszy albo cos sobie zakweka, kot-Klopot juz stoi w drzwiach, ale nie wchodzi. ciekawe, jak bedzie dalej. mam pytanie do dziewczyn karmiacych - ile mleka i nabialu jecie. mnie uczulono i kazano ograniczyc je do szklanki-dwoch mleka na dzien albo 2 plasterkow sera. jesli chodzi o jedzenie to, powoli zaczyna mnie nudzic na mysl o marchewce i musie jablkowym. dzis na obiad bedzie losos z folii, istna uczta!!! a podobno zawiera najwiecej tluszczu DHA, a to dobrze na mozg dziala. aha! a jakie dzemy jecie?
ufff, udalo sie!!! pozdrawiamy cieplo mamy zmeczone i wypoczete, zyczymy sily i radosci, do nastepnego razu! contra i spiacy blogo Michalek
Temat: Termin na 25 maja - ciąg dalszy naszych historii !
Witajcie.
Monika przeczytałam całyyyy post, bardzo ciekawe rzeczy mówiła ta pani.Dobrze,że poszłaś z Zosią-ty jesteś spokojniejsza- no a my troche skorzystamy z uwag.
Jejku tyle sie nazbierało,że nie wiem o czy najpierw pisać.
Pierwsze, tak zupełnie pomijajac dzieciowy temat zakochałam się w Decoupage, na razie tylko ogladam ale juz dojrzewam do pracy!!! A zaczęło sie od tego,że znalazłam to forum: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=1111 Uwielbiam takie cudeńka-zobaczymy tylko jak bedzie z realizacja. Ostatnio zreszta miewam różne dziwne pomysły....
Monika odkryłam pewny sposób na mojedo niejadka.Może na Zosie też poskutkuje.Pierwsze to stałe pory posiłków.Obiadek daje koło 13,30-14; tak jak dziecko juz trochę głodne ale jeszcze nie śpiące.Nie gotuje sama ale robie mieszanki.Przede wszystkim u nas sprawdził się rewelacyjnie kurczak.Kupuje pierwszy przecier gerbera-kurczak, dodaje marchewki bobo Vity i troszkę jabłuszka i to jest nasza zupka.Nie powiem nawet mi wydaje się smaczna no i są efekty-otwarta bużka! Nie są to jeszcze jakieś rewelacyjne ilości ale powolutku idziemy do przodu.Teraz jesteśmu juz na etapie zupki z kurczakiem takiej z bobo vity, ale i tu dodaje trochę deserku.
Chyba odkryłam po czy Marta miała wysypke.Niestey zdarzyła sie jej jeszcze pare razy-ale na szczęscie w postaci paru punkcików.Winne jest chyba mleko-to z kaszki, ale i tez jogurty która ostatnio zjadłam w ramach eksperymentu.
Spanie jest ostatnio dość męczące.Po pierwsze do godziny 2 nie moge usnąć!! Jestem zmęczona ale nic,zero snu!! Marta wtedy ślicznie śpi-od 20.Kiedy czuje,że już zaraz usne mój anioł budzi się a właściwie przekręca się przez sen na brzuch-rozgląda sie z zamkniętymi oczyma i konczy to wszystko rykiem :- (.Następuje karmienie i próbu odłożenia do łóżeczka, czasem sie udaje, ale jak mała obudzi się koło 2 i potem pospi do 4 to wiem,że kolejne pobudki bedą co godzine! W końcu ląduje w łóżku- a ja śpie oczywiście z jednym okiem otwartym :- /.Rano budzi sie koło7-8 super wyspana a ja jestem jak zoombie.Dostaje furę zabawek do łóżka a ja próbuję uniknąc jej kopniaków i uderzen zabawkami- i tak łapie jeszcze godzinke w łóżku. A juz tak pieknie spała....
To może reszte w skrócie 3 mamy po 2 kropelki i cieme ładnie zarasta.
Co do ćwiczeń to zupełnie rozumiem, ciężko z takim maluchem ,żeby nie skapował,że to praca.
Karmienie nocne u nas pozostaje-inaczej nikt w tym domu sie nie wyspi.
Chyba jdę spać... tzn połozyc się....juz mi sił brak...
Monika wytrwałości w pisaniu!!
pozdrawiam papapapapap
Moja Marta kochana i jej wielgaśne zdjęcie.
A co do podobieństwa to chyba mała podobna jest najbardziej do dziadka-mojego taty, chociaz zdania w rodzinie podzielone.Jedno wiem na pewno do mnie to ona na pewno nie jest podobna.
Strona 3 z 4 • Znaleźliśmy 207 rezultatów • 1, 2, 3, 4
|
| |
|